Akcesoria do snowboardu – kompleksowy przewodnik

Akcesoria snowboardowe są niezwykle ważnym elementem wyposażenia każdego miłośnika jazdy na desce. Odpowiednio dobrane dodatki potrafią znacząco podnieść komfort i bezpieczeństwo na stoku, a także sprawić, że zimowe szaleństwo będzie jeszcze przyjemniejsze. Wiele osób rozpoczynających przygodę ze snowboardem skupia się głównie na wyborze deski i butów, zapominając, jak istotną rolę odgrywają pozostałe elementy ekwipunku. Niniejszy przewodnik to obszerny przegląd akcesoriów, które warto mieć, planując wyjazd na snowboard. Opiszemy zarówno sprzęt niezbędny na stoku, odzież zapewniającą ciepło i ochronę, jak i przydatne gadżety czy akcesoria serwisowe do utrzymania deski w świetnym stanie. Dzięki temu kompleksowemu zestawieniu dowiesz się, co jest potrzebne do snowboardu, aby czerpać maksimum radości z jazdy w każdych warunkach.

Podstawowy sprzęt snowboardowy

Zanim przejdziemy do szczegółowego omówienia akcesoriów, warto krótko wspomnieć o podstawowym sprzęcie, bez którego jazda na snowboardzie w ogóle nie byłaby możliwa. Podstawowy zestaw snowboardowy składa się z trzech głównych elementów:

  • Deska snowboardowa – serce całego ekwipunku, odpowiednio dobrana do wzrostu, wagi i stylu jazdy użytkownika.
  • Buty snowboardowe – specjalistyczne obuwie zapewniające stabilność stopy i precyzyjne sterowanie deską; muszą być dobrze dopasowane do kształtu stopy oraz kompatybilne z wiązaniami.
  • Wiązania snowboardowe – łączą buty z deską, przenosząc ruchy ciała na snowboard; powinny być solidne, dobrze wyregulowane i pasujące zarówno do butów, jak i do modelu deski.

Te trzy elementy stanowią bazę, od której zależy skuteczność naszej jazdy. Wybierając deskę, buty i wiązania, warto poświęcić czas na ich odpowiednie dopasowanie. Szczególnie buty snowboardowe odgrywają ogromną rolę – to one bezpośrednio wpływają na wygodę oraz kontrolę nad deską. Dobrze dobrane buty zapewnią odpowiednie trzymanie kostki i pięty, eliminując ryzyko otarć czy luzu, który mógłby utrudniać sterowanie. Pamiętajmy, że nawet najlepsze akcesoria nie zastąpią solidnego sprzętu bazowego. Kiedy jednak mamy już skompletowaną deskę, buty i wiązania, pora zadbać o całą resztę wyposażenia, która uczyni jazdę bezpieczniejszą i przyjemniejszą.

Kask snowboardowy – ochrona głowy

Jednym z najważniejszych akcesoriów każdego snowboardzisty jest kask ochronny. Upadki na stoku zdarzają się nawet najlepszym, a urazy głowy należą do najbardziej niebezpiecznych kontuzji. Kask snowboardowy to podstawowy element bezpieczeństwa – chroni czaszkę przed uderzeniami przy upadku czy zderzeniu z innym narciarzem. W Polsce noszenie kasku jest obowiązkowe dla dzieci i młodzieży poniżej 16. roku życia, ale każdy odpowiedzialny snowboardzista – niezależnie od wieku czy poziomu zaawansowania – powinien jeździć w kasku dla własnego dobra.

Przy wyborze kasku zwróćmy uwagę na jego konstrukcję i certyfikaty bezpieczeństwa (np. norma CE EN1077 dla kasków narciarskich i snowboardowych). Kask powinien być dopasowany rozmiarem do obwodu głowy – nie może się przesuwać ani uciskać. Wiele modeli posiada systemy regulacji, pozwalające dokładnie dopasować wnętrze kasku do kształtu głowy. Istotnym elementem jest wentylacja. Dobre kaski snowboardowe mają wbudowane otwory wentylacyjne, często z możliwością regulacji ich otwarcia. Dzięki temu można zapewnić komfort termiczny – zapobiegać przegrzaniu podczas intensywnej jazdy lub ograniczyć przewiew w mroźne dni.

Warto też zwrócić uwagę na wyściółkę kasku. Powinna być miękka, antybakteryjna i najlepiej wypinana, co ułatwia jej czyszczenie. Niektóre nowoczesne modele wyposażone są w dodatkowe technologie bezpieczeństwa, takie jak system MIPS (Multi-Directional Impact Protection System), który zwiększa ochronę mózgu przy uderzeniach pod kątem. Choć może to podnosić cenę kasku, inwestycja w bezpieczeństwo jest zdecydowanie opłacalna.

Design i kolor kasku to kwestia drugorzędna, ale na rynku dostępne są przeróżne wzory – od stonowanych po bardzo ekstrawaganckie. Najważniejsze jednak, by kask spełniał swoją funkcję ochronną. Pamiętajmy, że po silnym uderzeniu kask (podobnie jak kask motocyklowy) należy wymienić na nowy, ponieważ jego wewnętrzna struktura mogła ulec uszkodzeniu, nawet jeśli z zewnątrz nie widać pęknięć. Jazda w kasku to podstawa bezpiecznego snowboardingu, dlatego nigdy nie warto z niego rezygnować.

Gogle snowboardowe – komfort widzenia

Drugim istotnym elementem wyposażenia są gogle snowboardowe, które chronią oczy oraz znacząco poprawiają widoczność na stoku. Warunki pogodowe w górach potrafią być bardzo zmienne – oślepiające słońce, gęsta mgła, intensywny opad śniegu czy odblaski od białej powierzchni to codzienność w trakcie zimowych wypadów. Dobre gogle gwarantują ochronę oczu przed promieniowaniem UV oraz zabezpieczają twarz przed wiatrem i śniegiem przy dużej prędkości.

Wybierając gogle snowboardowe, warto zwrócić uwagę na kilka najważniejszych cech. Po pierwsze, filtr UV – szyby gogli powinny blokować 100% szkodliwego promieniowania UVA i UVB. Śnieg odbija promienie słoneczne, a na dużych wysokościach intensywność UV jest zwiększona, dlatego ochrona oczu jest niezbędna nawet w pochmurny dzień. Po drugie, kolor i kategorie soczewek: gogle występują z szybami o różnym stopniu przyciemnienia, przeznaczonymi do różnych warunków. Kategorie filtrów (oznaczane zwykle cyframi S1–S4) informują, czy dana szyba nadaje się lepiej na pogodę pochmurną (jaśniejsze szyby S1–S2 przepuszczające więcej światła) czy słoneczną (ciemniejsze S3–S4). Popularnym rozwiązaniem są szyby fotochromatyczne, które automatycznie przyciemniają się lub rozjaśniają w zależności od natężenia światła – to bardzo wygodne, bo jedna para gogli może sprawdzić się w zmiennych warunkach.

Kolejna kwestia to system przeciwmgielny gogli. Podczas intensywnej jazdy lub przy różnicy temperatur gogle mogą parować od środka, co całkowicie odbiera widoczność. Aby temu zapobiec, producenci stosują podwójne szyby (między nimi jest warstwa izolującego powietrza ograniczająca parowanie), specjalne powłoki anti-fog na wewnętrznej stronie szkła oraz systemy wentylacji ramki gogli. Dobre gogle mają na brzegach ramy otwory lub kanały wentylacyjne, często wspomagane gąbką filtrującą śnieg. Ważne jest też, aby gogle dobrze współpracowały z kaskiem – pasek powinien być na tyle długi i elastyczny, by objąć kask, a ramka powinna ergonomicznie dopasować się do jego krawędzi. Wiele kasków ma też specjalne zaczepy z tyłu, utrzymujące pasek gogli na miejscu.

Wnętrze gogli wykończone jest gąbką przylegającą do twarzy. Zwróćmy uwagę, by była ona miękka i hipoalergiczna, najlepiej kilkuwarstwowa (dla lepszego dopasowania i odprowadzania wilgoci). Gogle muszą wygodnie leżeć na twarzy – nie uciskać nosa ani policzków, jednocześnie nie mogą być zbyt luźne. Dla osób noszących okulary korekcyjne istnieją modele gogli OTG (Over The Glasses), zaprojektowane tak, by pod spód zmieściły się oprawki.

Estetyka gogli jest różnorodna – możemy wybierać między sferycznymi lub cylindrycznymi szybami, lustrzanymi odbiciami w różnych kolorach czy futurystycznymi kształtami ramek. To, co istotne, to praktyczność: niektóre modele oferują wymienne szyby, dzięki czemu można szybko dostosować gogle do zmieniającej się pogody (często na magnetyczne zaczepy, co pozwala zmienić szybę w kilka sekund). Podsumowując, dobrze dobrane gogle to podstawa pewnej i komfortowej jazdy – pozwalają dostrzec nierówności terenu, innych uczestników ruchu i cieszyć się pięknymi widokami bez łzawiących oczu.

Ochraniacze snowboardowe – bezpieczeństwo poza kaskiem

Uprawianie snowboardu wiąże się z ryzykiem upadków, dlatego oprócz kasku warto rozważyć dodatkowe ochraniacze na ciało. Szczególnie początkujący docenią ich przydatność, ale nawet zaawansowani snowboardziści korzystają z ochraniaczy podczas trenowania tricków w snowparku czy jazdy w głębokim śniegu między drzewami. Ochraniacze mają za zadanie amortyzować uderzenia i chronić newralgiczne partie ciała przed kontuzjami. Poniżej przedstawiamy najpopularniejsze rodzaje ochraniaczy snowboardowych:

Ochraniacze nadgarstków i dłoni

Przy nauce jazdy na snowboardzie jednym z najbardziej narażonych na urazy miejsc są nadgarstki. Naturalnym odruchem przy upadku do tyłu jest podparcie się rękoma, co często kończy się bolesnym skręceniem lub złamaniem nadgarstka. Aby temu zapobiec, stosuje się specjalne ochraniacze nadgarstków. Są to sztywne lub półsztywne nakładki zakładane na dłoń i przedramię, często zapinane na rzepy. Usztywniają one staw nadgarstkowy, zapobiegając jego przeprostowi przy upadku. Niektóre modele rękawic snowboardowych posiadają już wbudowane usztywnienia lub kieszenie, w które można wsunąć ochraniacze – to wygodne rozwiązanie, bo łączy ciepło rękawicy z ochroną stawu.

Ochraniacze nadgarstków powinny być dobrze dopasowane – zbyt luźne mogą się przemieszczać, a zbyt ciasne będą ograniczać krążenie krwi i ruchomość dłoni. Warto wybrać model wyściełany od wewnątrz miękkim materiałem, aby nie powodował otarć podczas całodziennej jazdy. Dla osób, które nie chcą rezygnować z własnych ulubionych rękawic bez wbudowanych ochraniaczy, istnieją ochraniacze zakładane pod rękawice lub na nie – ważne by były kompatybilne z posiadanym sprzętem i nie krępowały ruchów palców. Dobrze dobrane ochraniacze nadgarstków potrafią uchronić przed poważną kontuzją, która na długo wykluczyłaby nas z jazdy, dlatego są szczególnie polecane początkującym.

Ochraniacze kolan

Kolana to kolejny obszar, który warto chronić podczas snowboardowych ewolucji. Ochraniacze kolan przypominają te znane ze sportów rolkowych czy jazdy na deskorolce – składają się z miękkiej opaski materiałowej lub neoprenowej, w którą wbudowana jest twarda nakolannik (często z tworzywa sztucznego). Podczas upadku na kolana ochraniacz amortyzuje uderzenie i rozprasza energię, chroniąc staw kolanowy przed stłuczeniem czy bardziej poważnym urazem.

W snowboardzie nakolanniki nie są aż tak powszechne jak w przypadku np. jazdy na rolkach, bo pozycja na desce i sposób upadania rzadziej skutkują bezpośrednim lądowaniem na kolanach. Niemniej jednak, początkujący, którzy często tracą równowagę, mogą na kolana upaść, a wtedy docenią, że mieli założone ochraniacze. Przydają się one również freestyle’owcom wykonującym skoki i triki, gdzie upadek bywa nieprzewidywalny. Nawet jeśli lądujesz zazwyczaj na pośladkach lub bokiem, ochraniacze na kolana dodadzą pewności przy próbowaniu nowych elementów.

Wybierając ochraniacze kolan, zwróć uwagę, by dobrze przylegały, ale nie uciskały zbyt mocno. Modele z dodatkowym zapięciem na rzep utrzymują się pewniej na miejscu. Wewnętrzna wyściółka powinna odprowadzać pot i zapewniać komfort noszenia. Dobrze jest przymierzyć ochraniacze razem z typowymi spodniami snowboardowymi – upewnisz się, że zmieszczą się pod nogawkami (większość spodni ma jednak luźny krój, więc to zwykle nie problem).

Spodenki ochronne (ochrona kości ogonowej i bioder)

Upadki na pośladki i biodra są chlebem powszednim każdego snowboardzisty, zwłaszcza na początku nauki. Stąd dużą popularnością cieszą się specjalne spodenki ochronne, nazywane czasem spodenkami crash pants lub protektorami bioder. Wyglądem przypominają nieco szorty narciarskie, ale w ich konstrukcji znajdują się strategicznie rozmieszczone wkładki amortyzujące – zwykle na biodrach, po bokach ud oraz z tyłu na wysokości kości ogonowej. Wkładki te wykonane są z pianki EVA lub innych materiałów absorbujących uderzenia, czasem wzmocnione bardziej sztywnymi elementami na najbardziej narażonych strefach.

Ochraniacz kości ogonowej w formie spodenek jest niezwykle przydatny, bo uderzenie tą częścią ciała o twardy śnieg czy lód potrafi być bardzo bolesne. Kontuzja kości ogonowej jest uciążliwa – trudno się siedzi, schyla, a ból może utrzymywać się tygodniami. Spodenki ochronne zapobiegają takim urazom lub znacząco je łagodzą. Początkujący często lądują “na tyłku” przy próbach hamowania lub utracie równowagi, więc dla nich to sprzęt niemal zbawienny. Również osoby jeżdżące w snowparkach (skocznie, rail’e) często korzystają z ochronnych szortów, bo ryzyko upadku na twarde elementy jest spore.

Dobre spodenki ochronne powinny być elastyczne i dopasowane do ciała, aby zmieściły się pod spodniami snowboardowymi i nie krępowały ruchów. Wielu producentów oferuje unisexowe modele w różnych rozmiarach. Należy zwrócić uwagę, czy wkładki ochronne są wyjmowane – to ułatwia pranie spodenek i umożliwia dostosowanie poziomu ochrony do własnych potrzeb (np. wyjęcie niektórych wkładek, jeśli przeszkadzają). Oddychający materiał i płaskie szwy zwiększą komfort użytkowania. Warto też sprawdzić, jak wysoko sięgają takie spodenki – te o wyższym stanie zabezpieczają także dolną część kręgosłupa.

Ochraniacz kręgosłupa (żółw)

Kręgosłup jest kolejną newralgiczną częścią ciała, którą warto chronić, zwłaszcza przy szybkiej jeździe i wysokich skokach. Ochraniacz kręgosłupa, potocznie zwany “żółwiem” ze względu na swój kształt, to rodzaj usztywnianej kamizelki lub panelu mocowanego na plecach za pomocą szelek i pasa biodrowego. Jego zadaniem jest rozproszenie siły uderzenia w przypadku upadku na plecy oraz zabezpieczenie kręgów przed urazem punktowym (np. uderzeniem o wystającą skałę, krawędź deski snowboardowej innej osoby itp.). Dobre ochraniacze pleców są wykonane z lekkich tworzyw, które twardnieją w momencie uderzenia (technologie typu D3O), albo z warstw płyt plastikowych połączonych przegubowo, by nie ograniczać ruchów.

Wybierając “żółwia”, należy dopasować jego rozmiar do swojego wzrostu – ochraniacz powinien osłaniać jak największą powierzchnię pleców, od ramion po lędźwie, ale nie może być zbyt długi (nie może opierać się na kości ogonowej, by nie uwierać podczas zginania). Ważne jest, aby przylegał dobrze do ciała i nie przesuwał się. Regulowane szelki i pas zapinany na rzep lub klamrę pozwalają dopasować ochraniacz do sylwetki. Niektóre modele mają krój pełnej kamizelki zapinanej jak kurtka – takie są stabilniejsze, a przy okazji zapewniają lekkie docieplenie pleców.

Ochraniacz kręgosłupa przydaje się szczególnie w jeździe freestyle (wysokie skoki na hopkach, half-pipe) oraz off-piste (gdzie pod śniegiem mogą czaić się np. przewrócone drzewa czy skały). Ale nawet na zwykłym stoku może nas uchronić np. przed skutkami kolizji z innym narciarzem. Choć wielu snowboardzistów pomija ten element, uważając go za niewygodny, nowoczesne “żółwie” są dość lekkie i elastyczne – po paru zjazdach można zapomnieć, że ma się je na sobie, a korzyści z ich posiadania mogą być nieocenione. Bezpieczeństwo zawsze powinno stać na pierwszym miejscu, dlatego warto rozważyć tę dodatkową ochronę, zwłaszcza jeśli lubimy szybką, dynamiczną jazdę.

Rękawice snowboardowe – ciepło i funkcjonalność

Zmarznięte lub przemoczone dłonie potrafią skutecznie zepsuć przyjemność z jazdy, dlatego rękawice snowboardowe to kolejny element wyposażenia, w który należy się zaopatrzyć. Dobre rękawice zapewniają ciepło, suchość oraz umożliwiają wygodne operowanie drobnymi przedmiotami jak zapięcia wiązań czy telefon. Na stoku absolutnie nie sprawdzą się zwykłe wełniane rękawiczki czy modne skórzane rękawice codzienne – potrzebujemy specjalistycznych rękawic zaprojektowanych z myślą o sportach zimowych.

Podstawową cechą rękawic snowboardowych jest wodoodporność. Materiały zewnętrzne są najczęściej syntetyczne, wzmocnione membraną chroniącą przed przemakaniem. Wysokiej klasy rękawice mają membrany takie jak GORE-TEX, eVent, Dermizax czy inne, które gwarantują nieprzemakalność, a zarazem oddychalność (pozwalają odparować potowi na zewnątrz). Dzięki temu dłonie pozostają suche zarówno od śniegu, jak i od wewnątrz. Kolejna warstwa to ocieplina – może to być pianka, włókna syntetyczne (popularne Thinsulate) albo naturalna wełna czy puch (rzadziej stosowane ze względu na gorszą odporność na wilgoć). Ocieplina ma utrzymać ciepło nawet przy bardzo niskich temperaturach. Warto dobrać grubość ocieplenia do swoich potrzeb – jeśli jeździmy głównie w wiosennych warunkach, zbyt grube rękawice mogą powodować przegrzewanie dłoni, wówczas lepsze będą lżejsze modele lub tzw. rękawice softshellowe. Z kolei na silne mrozy dobrze mieć grubsze, porządnie ocieplane rękawice lub nawet mitenki (rękawice z jednym palcem), które z racji konstrukcji są cieplejsze niż pięciopalczaste.

Istotne są detale wykonania rękawic. Dłonie snowboardzisty często mają kontakt ze śniegiem (choćby przy podpieraniu się czy przy upadkach), więc wewnętrzna część dłoni i palce rękawicy są wzmacniane skórą naturalną lub syntetyczną, co zwiększa trwałość i przyczepność. Mankiety rękawic zwykle są wydłużone – tzw. model “łapawica” zakrywa nadgarstek i fragment przedramienia, często posiada ściągacz ze stoperem do założenia na rękaw kurtki, by śnieg nie dostał się do środka. Alternatywnie niektóre rękawice są krótsze, przeznaczone do noszenia pod rękawem kurtki – wtedy mają rzep lub ściągacz na nadgarstku uszczelniający połączenie.

Przydatnym elementem jest pasek zabezpieczający (leash) zakładany na nadgarstek – po ściągnięciu rękawicy w kolejce czy na wyciągu, wisi ona na nadgarstku i nie upadnie na ziemię ani nie zjedzie po stoku. Wiele rękawic ma także na kciuku lub palcu wskazującym wszyty specjalny materiał do przecierania gogli lub nosa – to drobiazg, który doceniamy przy opadzie śniegu. Coraz częściej spotyka się również rękawice z wbudowaną funkcją obsługi ekranów dotykowych – na opuszkach palców znajduje się przewodzący materiał, dzięki któremu można korzystać ze smartfona bez zdejmowania rękawic. To bardzo wygodne rozwiązanie w dobie wszechobecnych telefonów i kamer sportowych.

Estetyka rękawic jest kwestią gustu – do wyboru mamy całą gamę kolorów i wzorów, od stonowanych czerni i szarości po neonowe barwy i wzory graficzne. Ważniejsze jednak od wyglądu są kwestie praktyczne: dopasowanie rozmiaru (rękawica nie może być zbyt ciasna, żeby nie ograniczać krążenia krwi, ale zbyt luźna będzie niewygodna przy operowaniu dłonią), poziom ocieplenia i wodoodporności oraz ewentualne dodatki. Dobre rękawice posłużą nam wiele sezonów – warto je suszyć po każdym dniu (ale nie bezpośrednio na grzejniku, bo to może uszkodzić membranę) i co jakiś czas impregnować zewnętrzny materiał, by zachował wodoodporność.

Kurtka i spodnie snowboardowe – odzież wierzchnia

Specjalistyczna odzież snowboardowa to kolejny aspekt, którego nie można pominąć, kompletując ekwipunek. Zwykła zimowa kurtka czy jeansy absolutnie nie zdadzą egzaminu na stoku – potrzebujemy odzieży zapewniającej ciepło, ochronę przed przemoczeniem oraz swobodę ruchów. Podstawę stanowi tutaj kurtka i spodnie snowboardowe (często nazywane również narciarskimi, bo w gruncie rzeczy spełniają te same funkcje – wiele modeli jest uniwersalnych).

Kurtka snowboardowa

Dobra kurtka snowboardowa powinna być przede wszystkim wodoodporna i wiatroszczelna, a jednocześnie oddychająca. Oznacza to, że materiał zewnętrzny kurtki jest wyposażony w membranę lub powłokę hydrofobową. Parametry wodoodporności wyrażane są zazwyczaj w milimetrach słupa wody – np. 5 000 mm, 10 000 mm, 20 000 mm. Im wyższa liczba, tym lepsza ochrona przed przemakaniem nawet przy intensywnym, długotrwałym kontakcie z mokrym śniegiem. Oddychalność z kolei podawana bywa w gm/m²/24h – określa, ile pary wodnej (potu) materiał jest w stanie przepuścić na zewnątrz w ciągu doby. Tu także wyższe wartości są pożądane, bo oznaczają skuteczniejsze odprowadzanie wilgoci. Dla amatora jeżdżącego rekreacyjnie parametry rzędu 5–10 tysięcy wodoodporności i oddychalności mogą być wystarczające, ale kto spędza na stoku wiele godzin dziennie, jeździ w głębszym śniegu lub w trudnych warunkach pogodowych, doceni membrany 15k, 20k i wyższe (topowe membrany, jak np. GORE-TEX, mogą przekraczać 25k).

Oprócz samego materiału ważne są szczegóły konstrukcyjne kurtki. Dobre kurtki snowboardowe mają klejone lub podklejane szwy (zwykłe szwy są miejscem, gdzie woda mogłaby się przedostać – uszczelnienie ich zapobiega temu). Mankiety przy nadgarstkach są często regulowane rzepem, a od wewnątrz mogą mieć elastyczne “rękawiczki” z otworem na kciuk, które zapobiegają wpadaniu śniegu do rękawa i dodatkowo ogrzewają dłonie. Dolny brzeg kurtki wyposażony jest w pas śnieżny (fartuch przeciwśnieżny) – to wewnętrzny pas zapinany na zatrzaski, który ciasno opina się wokół bioder. Jego zadaniem jest nie dopuścić, by śnieg wsypał się pod kurtkę np. przy upadku w puchu. Pas śnieżny często można połączyć zatrzaskami ze spodniami (jeśli spodnie są z tej samej firmy, miewają kompatybilne szlufki), tworząc jednolity kombinezon.

Kurtka snowboardowa powinna mieć też wygodny kaptur – najlepiej na tyle obszerny i regulowany, by mieścił się na kask. Chroni on wtedy głowę i kark przed zamiecią i mrozem, gdy stoimy na wyciągu lub wietrze. Przydatną cechą są zamki wentylacyjne pod pachami – podczas intensywnej jazdy można je rozpiąć, aby wypuścić nadmiar ciepłego, wilgotnego powietrza i zapobiec przepoceniu się. Oczywiście kurtka musi też zapewniać ciepło – w zależności od konstrukcji może być ocieplana (wypełnienie syntetyczne lub puchowe) lub być tylko “shell’em” (czyli samą warstwą z membraną, bez docieplenia, wtedy ciepło zapewniają warstwy pod spodem). Wiele osób wybiera kurtki z lekkim ociepleniem, które są bardziej uniwersalne.

Nie można zapomnieć o kieszeniach. Snowboardziści lubią mieć sporo drobiazgów pod ręką (karnet, telefon, gogle, rękawiczki, przekąskę, multitool etc.), więc kurtki mają często kieszeń na piersi, kieszenie boczne, kieszonkę na rękawie (idealną na skipass – wiele ośrodków ma bramki na czujnik zbliżeniowy, więc trzyma się karnet w rękawie), a wewnątrz dodatkowe kieszenie np. na gogle czy odtwarzacz muzyki. Dobrze, gdy kieszenie zewnętrzne są zamykane na suwaki z wodoodporną lamówką lub kryte patką – by śnieg nie dostawał się do środka.

Styl kurtki to już kwestia gustu – snowboardowa moda bywa bardzo barwna i luźna. Klasyczne są modele oversize’owe o przedłużonym kroju, ale są też bardziej dopasowane, stylowe kurtki. Najważniejsze, by nie krępowała ruchów – musimy móc swobodnie poruszać rękami, schylać się, obracać. Warto więc mierząc kurtkę wykonać kilka ruchów imitujących jazdę. Zbyt ciasna będzie niewygodna, z kolei za duża może słabiej trzymać ciepło (za dużo pustej przestrzeni do ogrzania wewnątrz).

Spodnie snowboardowe

Spodnie snowboardowe spełniają podobne zadania co kurtka – mają chronić dolną część ciała przed śniegiem, mrozem i wiatrem, a zarazem umożliwiać swobodę ruchu. Podobnie jak kurtki, spodnie posiadają membranę wodoodporną i ocieplenie. Parametry wodoodporności/oddychalności zwykle dorównują tym w kurtkach z tej samej linii. Kluczowe jest, by spodnie nie przemakały na kolanach i pośladkach, bo te części często mają kontakt ze śniegiem (klękamy zapinając wiązania, siadamy na stoku podczas odpoczynku czy w kolejce do wyciągu). Dlatego dobry materiał i podklejane szwy w kroku to podstawa.

Spodnie powinny mieć wygodny krój – zwykle są dość luźne, czasem w stylu baggy, aby nie ograniczać zakresu ruchów podczas skręcania czy zginania nóg. W pasie często jest regulacja (rzepy lub velcro od wewnątrz, ewentualnie szlufki na pasek). Spotyka się też spodnie z szelkami, a nawet pełne ogrodniczki snowboardowe (popularne “bib pants”), które świetnie chronią przed dostaniem się śniegu za spodnie, bo sięgają wysoko na klatkę piersiową i mają szelki.

Bardzo ważnym elementem spodni są fartuchy przeciwśnieżne w nogawkach, zwane też getrami śnieżnymi. To wewnętrzne mankiety wszyte wewnątrz nogawki, wykończone gumą z silikonowym antypoślizgiem. Zakłada się je na cholewkę buta snowboardowego. Dzięki nim śnieg nie wchodzi od dołu pod spód spodni, nawet w głębokim puchu. Nogawki zewnętrzne natomiast często mają z boku u dołu zamek lub zatrzaski – można je rozszerzyć przy zakładaniu butów i potem zwęzić, by nie telepały się przy chodzeniu. Dodatkowe wzmocnienia z materiału lub skóry są wszywane od wewnętrznej strony nogawek na wysokości kostek – to zabezpiecza spodnie przed przecięciem ostrą krawędzią deski (zdarza się przy noszeniu sprzętu lub niekontrolowanym zahaczeniu).

Wentylacja w spodniach bywa rozwiązana poprzez zamki po wewnętrznej stronie ud – rozpinając je, wpuszczamy chłodne powietrze gdy jest nam za ciepło (czasem pod zamkiem jest siateczka, żeby śnieg nie wpadał bezpośrednio). Spodnie, podobnie jak kurtki, miewają kilka kieszeni – zwykle dwie standardowe na biodrach i czasem jedną-dwie na udach. Mogą być zapinane na zamek lub napy.

Przy wyborze spodni warto zwrócić uwagę, by nie były za długie (by nie deptać krawędziami po nogawkach), ale minimalny nadmiar długości jest przewidziany, bo spodnie są noszone na masywnych butach i podczas jazdy nogawki lekko unoszą się. Kolorystyka znów dowolna – można dobrać pod kolor kurtki lub iść w kontrast. Ważne, by spodnie dobrze do niej pasowały funkcjonalnie – czyli by można je było połączyć pasem śnieżnym albo przynajmniej żeby zakładki w pasie uzupełniały się z kurtką (nie tworząc szpar).

Bielizna termoaktywna i warstwy ubioru

Pod odzieżą wierzchnią kryje się tajemnica komfortu cieplnego na stoku – odpowiednie warstwy wewnętrzne, w tym bielizna termoaktywna. Zastosowanie właściwej odzieży pod kurtkę i spodnie decyduje o tym, czy będzie nam ciepło, sucho i wygodnie. Panuje tu podstawowa zasada: ubieranie się na cebulkę, czyli warstwowo. Dzięki temu łatwo dostosować strój do zmiennych warunków – zawsze można coś zdjąć lub dołożyć, a poszczególne warstwy pełnią różne funkcje.

Najbliżej ciała znajduje się warstwa pierwsza, czyli bielizna termoaktywna. To absolutnie nie to samo co zwykła bawełniana koszulka czy kalesony. Bielizna termiczna wykonana jest ze specjalnych materiałów (syntetycznych jak poliester, poliamid lub naturalnych jak wełna merino), których zadaniem jest odprowadzać wilgoć ze skóry i utrzymywać ją suchą, a jednocześnie izolować ciepło. Gdy intensywnie jeździmy, ciało się poci – jeśli pot zostanie na skórze lub wsiąknie w bawełnianą odzież, szybko poczujemy chłód. Bielizna termoaktywna “wyciąga” pot i przekazuje go do kolejnych warstw lub na zewnątrz, skóra pozostaje względnie sucha, co daje uczucie ciepła. Dlatego inwestycja w komplet termiczny (koszulka z długim rękawem i getry) jest bardzo ważna.

Taka bielizna przylega do ciała (powinna być dobrze dopasowana, ale nie krępująca ruchów). Dostępne są różne grubości – cieńsze na łagodniejsze warunki i do aktywniejszej jazdy, grubsze lub z dodatkiem wełny na bardzo mroźne dni. Wełna merino jest ceniona za to, że grzeje nawet gdy jest wilgotna i ma właściwości antybakteryjne (zapobiega powstawaniu brzydkich zapachów). Syntetyki z kolei szybciej schną i często są bardziej elastyczne. Niektórzy stosują pod spód także cienką warstwę bielizny kompresyjnej, wspomagającej krążenie – ale to już kwestia indywidualnych preferencji i potrzeb.

Na bieliznę termiczną nakłada się warstwę docieplającą – tzw. midlayer. Może to być polar, bluza z dzianiny termicznej, sweter z wełny merino albo lekka kurtka puchowa/syntetyczna (tzw. “midlayer puffy”). Celem tej warstwy jest zatrzymanie ciepła, które generuje nasze ciało. Klasyczny polar 200 lub 300 spełni tę rolę znakomicie, bo ma doskonałe właściwości izolacyjne, a jednocześnie oddycha. Popularne są też ubrania z materiałów typu fleece, powerstretch, czy softshell (choć softshell jest zwykle używany jako warstwa zewnętrzna przy lepszej pogodzie). W bardzo mroźne dni można ubrać dwie warstwy pośrednie – np. cienki polar plus lekka puchówka. Ważne, by nie przesadzić – jeśli warstw będzie za dużo, zaczniemy się nadmiernie pocić i nawet najlepsza membrana w kurtce nie da rady odprowadzić wilgoci.

Cały ten zestaw dopełnia kurtka jako warstwa zewnętrzna, ale o tym już mówiliśmy. Pamiętajmy natomiast, że ubieranie na cebulkę dotyczy również dolnej części ciała. Pod spodnie snowboardowe warto założyć kalesony termoaktywne (getry), ewentualnie dodatkowo cienkie polarowe spodenki lub ocieplacz na biodra jeśli spodnie nie mają własnej podpinki, a jest bardzo zimno. Gdy jeździmy w spodenkach ochronnych z piankami, one same w sobie dają pewną izolację cieplną na tyłku i biodrach – to też warto uwzględnić.

Przy wyborze bielizny i odzieży termicznej zwróć uwagę na jakość materiału i szwy. Płaskie szwy lub bezszwowa konstrukcja zapobiegną otarciom. Materiał powinien być przyjemny w dotyku – nic nie może drapać ani gryźć, bo będzie to bardzo dokuczliwe w trakcie ruchu. Dobrej klasy bielizna posłuży wiele lat, byle prać ją zgodnie z zaleceniami (często w niskiej temperaturze, z użyciem delikatnych detergentów lub specjalnych środków do odzieży termicznej, by nie straciła swoich właściwości).

Podsumowując tę kwestię: nie lekceważ warstw pod kurtką. Nawet najlepsza kurtka nie pomoże, jeśli założysz pod spód koszulkę z bawełny, która wchłonie pot jak gąbka. Komplet odzieży termoaktywnej to fundament komfortu cieplnego na stoku. Dzięki niemu można jeździć godzinami, nie marznąc i nie przegrzewając się nadmiernie.

Skarpety snowboardowe

Choć skarpety mogą wydawać się drobnym szczegółem w całym zestawie, to specjalistyczne skarpety snowboardowe odgrywają istotną rolę w zapewnieniu wygody i ciepła podczas jazdy. Wiele osób kusi się, by założyć po prostu grube, wełniane skarpety lub – co gorsza – dwie pary zwykłych skarpet, myśląc że tak będzie cieplej. To błąd, ponieważ źle dobrane skarpety mogą powodować otarcia, ucisk, a nawet przyczyniać się do wychłodzenia stóp wskutek nadmiernej potliwości.

Skarpety przeznaczone do sportów zimowych są projektowane tak, by sprostać konkretnym wymaganiom. Po pierwsze, mają odpowiednią długość – zazwyczaj sięgają pod kolano lub za łydkę. Chodzi o to, by zakrywały całą cholewkę buta snowboardowego i jeszcze trochę wyżej, co zapobiega bezpośredniemu kontaktowi skóry z brzegiem buta (eliminuje to potencjalne otarcia na goleni). Specjalne strefy ucisku i wzmocnienia to kolejna cecha: dobre skarpety snowboardowe są grubsze w miejscach narażonych na tarcie i nacisk (palce, pięta, piszczel), a cieńsze tam, gdzie potrzebna jest wentylacja. Często mają też ściągacze lub strefy kompresyjne na podbiciu i kostce, które utrzymują skarpetę na miejscu i poprawiają krążenie krwi.

Materiał takich skarpet ma zasadnicze znaczenie. Unika się czystej bawełny, bo chłonie wilgoć i długo schnie – mokre stopy marzną błyskawicznie. Zamiast tego stosuje się mieszanki włókien syntetycznych (polipropylen, poliamid, elastan) z dodatkiem wełny merino bądź jedwabiu. Wełna merino jest szczególnie ceniona – zapewnia ciepło, oddycha, a przy tym ma naturalne właściwości antybakteryjne, więc skarpety dłużej pozostają świeże i nie przesiąkają nieprzyjemnym zapachem. Skarpety z merino potrafią też ogrzewać nawet wilgotne – włókna wełny generują ciepło przy absorpcji wilgoci. Z kolei nowoczesne włókna syntetyczne mogą odprowadzać pot i dodawać wytrzymałości (zapobiegają przecieraniu się materiału).

Ważne jest dobranie właściwego rozmiaru skarpet. Zbyt małe będą powodować ucisk na palce i piętę, z kolei za duże mogą się marszczyć i fałdować, co niemal gwarantuje odciski i dyskomfort przy jeździe. Dobra skarpeta powinna przylegać gładko do stopy i łydki. Przy przymierzaniu butów snowboardowych warto założyć właśnie te skarpety, w których zamierzamy jeździć – by uwzględnić ich grubość w dopasowaniu buta.

Dla osób o szczególnie marznących stopach dostępne są także podgrzewane skarpety lub elektroniczne wkładki do butów, ale to już droższe gadżety. Częściej stosowanym rozwiązaniem są jednorazowe ogrzewacze chemiczne do stóp – małe wkładki, które po aktywowaniu żelazem utleniają się i grzeją przez kilka godzin. Można je wsunąć do buta lub przykleić od spodu skarpety, by dogrzewały palce. Jednak przy dobrze dobranych, ciepłych skarpetach i porządnych butach snowboardowych, stopy zazwyczaj pozostają ciepłe same z siebie podczas ruchu.

Reasumując, nie warto lekceważyć tak pozornie błahej rzeczy jak skarpety. Para dedykowanych skarpet snowboardowych to nieduży wydatek w porównaniu do reszty sprzętu, a może przesądzić o tym, czy po kilku godzinach na mrozie wciąż czujemy palce u nóg i czy nie dorobiliśmy się obtarć. To drobny element ekwipunku, który mocno wpływa na komfort.

Kominiarka i ochrona twarzy

Podczas szybkiej jazdy w mroźny dzień lub przy padającym śniegu, odkryta twarz i szyja mogą bardzo szybko zmarznąć. Dlatego warto zaopatrzyć się w kominiarkę lub komin (buff), ewentualnie maskę osłaniającą dolną część twarzy. Te akcesoria, choć niewielkie, zwiększają komfort termiczny i chronią przed surowymi warunkami pogodowymi.

Kominiarka to cienka czapka z przedłużeniem na twarz i szyję, zakładana pod kask. Wykonana jest zwykle z materiału termoaktywnego lub polarowego. Może zakrywać całą głowę, łącznie z nosem i ustami (pozostawiając jedynie otwory na oczy lub cienki materiał na wysokości ust), albo mieć odsłoniętą twarz, chroniąc tylko czoło, policzki i szyję. Kominiarka spełnia kilka funkcji: po pierwsze, zapewnia dodatkową warstwę ciepła na głowie i uszach, co jest ważne gdy kask ma dużo wentylacji lub gdy jedziemy w bardzo niskich temperaturach. Po drugie, zapobiega dostawaniu się zimnego powietrza do przestrzeni między kaskiem a okularami/goglami i do kołnierza kurtki. Po trzecie, pomaga utrzymać higienę kasku – wchłania pot, który potem łatwiej wyprać z kominiarki niż czyścić wyściółkę kasku.

Na rynku są kominiarki o różnej grubości – cienkie, bezszwowe z materiału typu coolmax/merino (dobre na bardziej umiarkowane warunki lub jako warstwa higieniczna), albo grubsze z polarem czy warstwą wiatroszczelną na wysokości twarzy (doskonałe na ekstremalne mrozy i wiatr). Są też wersje z wydłużonym kołnierzem, które można wsunąć pod kurtkę, by dodatkowo ocieplić kark i kark.

Jeśli ktoś nie lubi mieć całej głowy zakrytej, alternatywą jest komin (tuba, buff) – elastyczna opaska/kawałek materiału zakładany na szyję i można go naciągnąć na brodę, usta czy nos. Kominy są bardzo wszechstronne – można je nosić na wiele sposobów (jako szalik, maskę, opaskę na głowę, czapkę a nawet prowizoryczną kominiarkę). W snowboardzie najczęściej używa się go do osłonięcia szyi i dolnej części twarzy. W odróżnieniu od szalika, komin nie ma luźnych końców, więc nic nam nie majta, nie trzeba go specjalnie wiązać i ryzyko zahaczenia np. o wyciąg jest minimalne.

W sytuacji bardzo ostrych warunków (śnieżyca, ekstremalny mróz, jazda przy –20°C), ludzie stosują też specjalne maski neoprenowe na twarz. To rodzaj półmaski z otworami na nos i usta, wykonanej z perforowanego neoprenu lub innego grubszego materiału, zapinanej z tyłu na rzep. Taka maska chroni przed wiatrem jak tarcza – używają jej często narciarze skiturowi na szczytach gór czy osoby jeżdżące na skuterach śnieżnych. W zwykłym snowboardingu rzadko potrzeba aż takiego zabezpieczenia, ale warto wiedzieć, że coś takiego istnieje, jeśli jesteśmy wyjątkowo wrażliwi na zimno.

Ochrona twarzy jest ważna nie tylko z powodu zimna, ale i promieni UV – chociaż tu główną rolę grają gogle i krem z filtrem. Niemniej jednak, mieć pod ręką komin czy kominiarkę to zawsze dobry pomysł. Te akcesoria zajmują mało miejsca, a potrafią uratować nas przed wychłodzeniem podczas dłuższej jazdy wyciągiem krzesełkowym pod wiatr czy w trakcie zamieci, kiedy odsłonięta skóra może nawet doznać drobnych odmrożeń. Wiele kominiarek i kominów ma też fajny design, stanowiąc element stylówki snowboardowej – można dobrać wzór pasujący do reszty ubioru, od stonowanych kolorów po wzorzyste, humorystyczne nadruki (np. groźna paszcza rekina na kominie itp.). Oczywiście wygląd to dodatek – najważniejsze, że jest nam ciepło i wygodnie.

Akcesoria serwisowe do snowboardu

Snowboard, jak każdy sprzęt sportowy, wymaga konserwacji i okresowego serwisowania. Choć wiele osób oddaje swoją deskę do profesjonalnego serwisu przed sezonem lub w trakcie, warto znać podstawy dbania o deskę i mieć pod ręką kilka akcesoriów serwisowych, zwłaszcza jeśli planujemy dłuższy wyjazd lub chcemy zaoszczędzić na drobnych naprawach. Oto najważniejsze akcesoria związane z utrzymaniem snowboardu w dobrej kondycji:

Smary do deski i akcesoria do smarowania

Aby snowboard dobrze ślizgał się po śniegu, konieczne jest regularne smarowanie ślizgu (dolnej powierzchni deski). Niesmarowana deska może stawiać większy opór na płaskich odcinkach, wolniej jechać, a także bardziej przyklejać się do mokrego śniegu. Smarowanie deski zmniejsza tarcie i chroni ślizg przed oksydacją oraz wysychaniem. Do tego celu służą specjalne smary do snowboardu (często te same co do nart). Występują w dwóch głównych formach:

  • Smary na gorąco – w postaci twardego wosku (kostki lub granulat), który topi się i wtapia w ślizg.
  • Smary na zimno – w płynie lub paście, nakładane bez użycia wysokiej temperatury.

Do pełnego serwisu na gorąco potrzebujemy kilku akcesoriów: smaru, żelazka (specjalnego serwisowego lub ewentualnie starego żelazka do prasowania, którego nie będzie szkoda ubrudzić woskiem), cykliny i szczotek. Proces wygląda tak, że rozgrzanym żelazkiem rozpuszcza się smar, aplikując go na ślizg (np. smar w kostce przykłada się do żelazka i skapuje kropelki na deskę, potem roztapia i rozprowadza równą warstwą). Następnie, po ostygnięciu i wniknięciu smaru, zeskrobuje się nadmiar cykliną – plastikową skrobaczką. Na koniec ślizg się poleruje szczotkami (najpierw twardszą np. z nylonu lub brązu, potem miękką z końskiego włosia), aby wyczyścić struktury ślizgu z resztek smaru i nabrać gładkości.

Nie każdy oczywiście będzie robił taki serwis samemu. To wymaga odrobiny miejsca, wprawy i czasu. Ale warto mieć chociaż smar w płynie/pastę do zastosowania doraźnie. Taki smar na zimno nanosi się filcowym aplikatorem lub szmatką na ślizg, odczeka kilka minut i poleruje. Trzyma krócej niż smarowanie na gorąco, ale jest prosty w użyciu i można go stosować nawet podczas wyjazdu, gdy poczujemy, że deska “zamula”.

Po dniu jazdy dobrze jest przetrzeć ślizg suchą szmatką (usuwać brud i wodę) i unikać pozostawiania deski w ciepłym pomieszczeniu z brudem na ślizgu. Co jakiś czas (kilka dni intensywnej jazdy) warto nasmarować deskę, by zachować optymalne własności jezdne.

Ostrzenie krawędzi i naprawa ślizgu

Krawędzie snowboardu, wykonane ze stali, tępią się z czasem, zwłaszcza jeśli jeździmy po oblodzonych trasach, kamieniach lub trafiamy na wystające skały. Tępe krawędzie gorzej trzymają na lodzie i utrudniają skuteczne skręcanie, zwłaszcza na twardym stoku. W warunkach miękkiego śniegu nie jest to tak odczuwalne, ale jadąc po oblodzonej trasie docenimy ostre krawędzie. Do samodzielnego podostrzenia krawędzi służą ostrzałki do krawędzi lub pilniki z prowadnicą. To niewielkie narzędzia, którymi można przejechać wzdłuż krawędzi pod odpowiednim kątem (najczęściej 90°, choć niektóre deski mają fabrycznie inny kąt, np. 89°; są też dwa kąty: boczny i dolny, ale to już szczegóły serwisowe).

Dla amatora prosta ostrzałka ustawiona na standardowy kąt wystarczy, by kilka razy przejechać i zdjąć zadzior czy lekko podostrzyć stal. Trzeba jednak uważać – nadmierne spiłowanie krawędzi skraca jej żywotność. Dlatego jeśli nie czujemy się pewnie, lepiej zlecić ostrzenie profesjonalistom raz na sezon lub wedle potrzeby. Ale mała podręczna ostrzałka w plecaku może pomóc, gdy np. przejedziemy niechcący przez kamień i zrobi się zadzior – kilka ruchów usunie go, by krawędź znów była gładka.

Inny możliwy problem to uszkodzenia ślizgu – głębsze rysy, dziury (tzw. “dzióry”) powstałe przez najechanie na kamień. Małe rysy nie są groźne, można je zignorować. Większe ubytki należy naprawić, aby nie osłabiały deski i nie powodowały większych zadziorów. Do tego służą pałeczki do uzupełniania ślizgu (p-tex). To kijanki z tworzywa (polietylenu), które się podpala i kapie roztopionym materiałem w ubytek w desce. Po zastygnięciu nadmiar się ścina cykliną i poleruje – ślizg jest znów wypełniony. Takie naprawy można przeprowadzić w domu, ale trzeba zachować ostrożność (płomień, opary). Ewentualnie pozostawić to fachowcom – jednak zapasowa pałeczka p-tex w serwisowym zestawie może się przydać na wyjeździe, gdy dostęp do serwisu jest utrudniony, a mamy poważną dziurę w desce.

Wkrętak i multitool snowboardowy

Nic tak nie frustruje na stoku, jak poluzowane wiązanie czy strap od wiązania w połowie zjazdu. Elementy montażowe deski (śruby mocujące wiązania do deski, pompki w wiązaniach) mogą z czasem trochę się rozkręcić – na skutek wibracji, skoków i zmian temperatury. Dlatego absolutnym niezbędnikiem jest śrubokręt snowboardowy lub multitool zawierający odpowiednie końcówki. Najczęściej wszystkie śruby w snowboardzie to krzyżakowe PH3 lub PZ3 (duży krzyżak) – dobrze mieć właśnie taką końcówkę. Multitoole snowboardowe (np. od firm takich jak Burton czy Dakine) są zaprojektowane tak, by były małe, poręczne i posiadały najbardziej potrzebne nasadki: krzyżak do wiązań, płaski do ewentualnych innych śrub, kluczyk imbusowy czy torx do dysków wiązań (niektóre systemy mają torx), a czasem klucz nasadowy np. 8 mm (czasem przy strapach są nakrętki). Często mieszczą się w kieszeni, mają uchwyt zapewniający dźwignię do dokręcenia i magnetyczne końcówki.

Przed każdym dniem jazdy warto sprawdzić dokręcenie śrub mocujących wiązania do deski. Jeśli ruszają się pod butem, to znak, że koniecznie trzeba je dokręcić. Jeżdżenie z luźnym wiązaniem jest niebezpieczne (może całkiem się wyrwać i spowodować wypadek) i może uszkodzić deskę (wyrobi otwory). Multitool pozwoli też szybko zmienić kąt ustawienia wiązań lub ich pozycję na desce, jeśli zechcemy dostosować setup.

To małe narzędzie wielkości dłoni potrafi uratować dzień na stoku – nie zajmuje prawie miejsca, a może pomóc rozwiązać wiele drobnych problemów sprzętowych. Niektórzy wożą też zapasowe śrubki i podkładki – bo czasem coś się zgubi. To już dla zapobiegliwych: parę śrub M6 do wiązań może być dorzucone do zestawu naprawczego.

Transport i przechowywanie sprzętu snowboardowego

Pokrowiec na snowboard

Pokrowiec na deskę to długa torba, do której wkładamy snowboard (często wraz z zamontowanymi wiązaniami, choć są też węższe pokrowce tylko na samą deskę bez wiązań). Wykonany jest z wytrzymałego, nieprzemakalnego materiału (np. poliester 600D) często z lekkim wypełnieniem piankowym dla ochrony przed uderzeniami. Pokrowiec pełni kilka funkcji: chroni deskę przed zarysowaniami i uszkodzeniami podczas transportu, zabezpiecza wnętrze samochodu przed brudem i ostrymi krawędziami deski, ułatwia przenoszenie dzięki uchwytom i paskowi na ramię, a także pozwala spakować dodatkowe rzeczy razem z deską (np. kask, gogle, odzież).

Wybierając pokrowiec, należy dobrać odpowiednią długość – różne modele desek mają różne długości, więc pokrowce są zwykle oferowane w zakresach np. do 160 cm, do 175 cm itd. Lepiej wziąć troszkę większy niż za mały. Jeśli zamierzamy podróżować lotniczo, warto rozważyć pokrowiec podróżny na kółkach, tzw. snowboard wheelie bag. To duża torba z usztywnieniem i kółkami, mieszcząca nie tylko deskę, ale i większość sprzętu (buty, kask, ubrania). Takie pokrowce są praktycznie wielką walizką na cały snowboardowy ekwipunek – bardzo wygodne na wyjazdy zagraniczne, bo wszystko mamy w jednym miejscu i łatwo przemieszczać się z lotniska do ośrodka.

Pokrowiec zwykły czy na kółkach, ważne by miał solidne zamki (najlepiej kryte, by śnieg nie wchodził) i mocne szwy – sporo waży zapakowana deska, więc torba musi to wytrzymać. Dodatkowa kieszeń na akcesoria bywa plusem, bo można tam schować np. narzędzia czy smar.

Torba na buty i kask

Buty snowboardowe po dniu jazdy często są wilgotne, brudne od śniegu – warto je transportować oddzielnie, w dedykowanej torbie na buty. Taka torba ma zazwyczaj dwie przegrody – na każdy but osobno, co ułatwia wentylację, lub jedną dużą komorę z otworami wentylacyjnymi, by buty schły. Często dołącza się tam też kask, który można wcisnąć między buty, albo torby mają specjalną kieszeń na kask. Torba na buty pozwala wygodnie przenosić ciężkie buty (ma pasek na ramię i uchwyty), a przy okazji chroni inne rzeczy przed zabrudzeniem mokrymi podeszwami.

To nie jest akcesorium niezbędne, bo buty można wrzucić do byle reklamówki czy plecaka, ale torba dodaje wygody i porządku. Niektóre modele mają dodatkowe kieszonki na gogle, rękawice – takie mini-centra transportowe. W domu też dobrze trzymać buty w torbie, zwłaszcza poza sezonem, by nie kurzyły się i nie traciły kształtu.

Plecak snowboardowy

Kiedy już jesteśmy na stoku lub poza nim, czasem przydaje się plecak. Specjalistyczne plecaki snowboardowe różnią się nieco od zwykłych miejskich czy turystycznych. Przede wszystkim mają systemy mocowania snowboardu – paski lub uchwyty, które pozwalają przypiąć deskę do plecaka w poprzek lub na skos. Jest to przydatne, gdy musimy podejść z deską w miejsce, gdzie nie da się zjechać (np. wędrówka poza trasami, dojście z parkingu itp.). Snowboard przypięty do plecaka uwalnia ręce i równomiernie obciąża plecy.

Plecaki snowboardowe są też przystosowane do zimy: wykonane z materiałów odpornych na śnieg, z suwakami, które da się obsługiwać w rękawicach, często mają wbudowany gwizdek ratunkowy, a w modelach freeride’owych – nawet elementy lawinowe (np. możliwość włożenia systemu ABS z poduszkami powietrznymi, kieszeń na sondę i łopatę lawinową). Standardowo jednak, dla zwykłego użytkownika, ważne by plecak miał wygodne pasy ramienne i pas biodrowy (stabilizacja przy jeździe), i odpowiednią pojemność. Na jednodniowe wypady wystarcza 15–20 litrów, ale jeśli nosimy dużo gratów (kamera, dodatkowe ubranie, termos itd.) to 25–30 litrów będzie lepsze.

W plecaku można wozić nie tylko deskę. Przyda się on do spakowania dodatkowej warstwy ubrania, przekąsek, napoju, pokrowca na gogle (gdy np. zmieniamy gogle na inne przy pogorszeniu pogody), zapasowych rękawiczek czy czapki, i oczywiście podstawowego zestawu narzędzi czy apteczki pierwszej pomocy. Niektórzy montują w plecakach system hydracyjny (bukłak z rurką do picia), by móc nawadniać się bez zdejmowania rękawic. W warunkach zimowych trzeba tylko dbać, by rurka nie zamarzła (są wersje z izolacją).

Plecak bywa również siedzeniem w śniegu przy odpoczynku – lepiej usiąść na nim niż prosto na śniegu, żeby nie przemoczyć spodni. Wybierając model, warto przymierzyć go z założoną kurtką, by sprawdzić czy dobrze leży i czy np. nie koliduje z kaskiem przy odchylaniu głowy do tyłu (czasem wysokie plecaki mogą haczyć o tył kasku). Najlepsze plecaki snowboardowe są nierzadko wynikiem współpracy firm ze snowboardzistami, więc mają przemyślane detale (jak np. wyściełana kieszeń na gogle czy łatwo dostępna kieszeń na kamerę). Dla większości rekreacyjnych zastosowań wystarczy jednak zwykły solidny plecak, byle dobrze zabezpieczyć w nim ostre przedmioty (np. raki do podejścia, jeśli ktoś używa, czy narzędzia) przed kontaktowaniem się z plecami.

Gadżety i dodatkowe akcesoria snowboardowe

Poza głównym wyposażeniem istnieje też wiele mniejszych akcesoriów i gadżetów snowboardowych, które mogą umilić pobyt na stoku lub okazać się pomocne w specyficznych sytuacjach. Wiele z nich nie jest koniecznych, ale warto o nich wspomnieć, bo dla niektórych snowboardzistów stały się stałym elementem ekwipunku.

Kamera sportowa

Dla tych, którzy chcą uwiecznić swoje przejazdy, widoki czy akrobacje na stoku, niezastąpiona będzie kamera sportowa (np. GoPro lub inne kamery typu action cam). Mała, odporna na wodę i wstrząsy kamera, którą można zamocować na kasku, na klatce piersiowej (specjalna uprząż), na desce czy wysięgniku, pozwala nagrywać filmy z jazdy w wysokiej jakości. To popularny gadżet wśród miłośników sportów ekstremalnych – nie tylko dla chwalenia się w mediach społecznościowych, ale też do analizy własnej techniki i po prostu pamiątki z wyjazdu.

Montując kamerę na kasku, upewnijmy się, że jest solidnie przytwierdzona (przy dużej prędkości czy w lesie nie chcemy jej zgubić). Nowoczesne kamery są na tyle lekkie, że nie przeszkadzają, a mogą dodać frajdy – późniejsze oglądanie swoich zjazdów to świetna zabawa. Pamiętajmy jednak, by korzystanie z kamery nie rozpraszało nas na tyle, że zapomnimy o bezpieczeństwie (robienie selfie w trakcie jazdy nie jest najlepszym pomysłem). Zawsze lepiej zatrzymać się na uboczu trasy, by zrobić ujęcie, niż narażać siebie i innych.

Uchwyt na skipass

Większość nowoczesnych ośrodków narciarskich korzysta z kart zbliżeniowych (skipassów), które nosimy w kieszeni i bramki same nas przepuszczają. Jednak w niektórych miejscach wciąż używa się tradycyjnych kart do wsunięcia czy zaczepienia, lub po prostu wolimy mieć karnet pod ręką. Wtedy przydaje się uchwyt na karnet – tzw. “żabka” lub rozwijany brelok na smyczy (retraktor). Przypina się go do kurtki lub spodni i mocuje skipass. Gdy podjeżdżamy do bramki, wyciągamy kartę na smyczy, a potem ona samoczynnie się zwija. Dzięki temu nie trzeba każdorazowo odpinać karnetu czy martwić się, że go zgubimy.

To drobny gadżet, który kosztuje niewiele, a bywa wygodny. Zwłaszcza jeśli jeździmy w ośrodkach, gdzie każdorazowo okazujemy skipass obsłudze (wówczas noszenie go w kieszeni nie wystarczy). Niektórzy używają zamiast tego zwykłych smyczy do kluczy przypiętych do suwaka kieszeni – też działa. Ważne tylko, by nie zgubić karnetu, bo to dodatkowy koszt i kłopot.

Zabezpieczenie antykradzieżowe

Na zatłoczonych stokach czy pod restauracją snowboardy stoją często dziesiątkami, oparte o barierki. Niestety, zdarzają się przypadki kradzieży sprzętu – ktoś “przez pomyłkę” zabiera nie swoją deskę albo celowo kradnie droższy model. Aby się przed tym uchronić, można użyć małego zamka do snowboardu. To przeważnie kompaktowa linka na szyfr, którą przewleka się przez wiązanie i wokół stojaka czy bariery, i zaciska. Taki zamek nie jest oczywiście nie do sforsowania – stalową linkę można przeciąć mocnymi szczypcami – ale działa odstraszająco. Złodziej prędzej weźmie deskę obok, która nie jest zabezpieczona, niż będzie kombinował z linką na środku stoku.

Zamek przypominający taki do roweru, tylko mniejszy, warto wozić, jeżeli zostawiamy gdzieś deskę poza zasięgiem wzroku. Często stosowany jest np. podczas przerwy na lunch w górskiej knajpie. Alternatywnie można spiąć razem dwie deski – kolegi i swoją – trudniej zabrać dwie naraz. To proste zabezpieczenie, które daje trochę spokoju ducha.

Suszarka i ogrzewacze do butów

Po całym dniu jazdy buty snowboardowe mogą być wilgotne w środku od potu i topniejącego śniegu. Warto je wysuszyć przed kolejnym dniem – w przeciwnym razie rano założymy wilgotne, zimne buty, co jest bardzo nieprzyjemne i sprzyja wychłodzeniu stóp. Tutaj z pomocą przychodzi suszarka do butów. Najprostsze są elektryczne wkładki grzewcze – para niewielkich grzałek, które wkłada się do butów i podłącza do prądu na kilka godzin (często wyglądają jak dwie małe “kostki” połączone przewodem do gniazdka). Emitują ciepło, które delikatnie suszy wyściółkę buta. Bardziej zaawansowane modele mają wentylatorki tłoczące powietrze lub lampy UV zabijające bakterie i likwidujące zapachy.

Jeśli nie mamy prądu (np. na biwaku czy w schronisku bez elektryczności), można awaryjnie włożyć do butów gazety, które wchłoną wilgoć. Ale elektryczna suszarka jest wygodniejsza i efektywniejsza. Nie jest to co prawda sprzęt pierwszej potrzeby, ale kto raz założył rano suchutkie, ciepłe buty, ten wie, jaka to ulga.

W nawiązaniu do tematu stóp – wspomniane wcześniej ogrzewacze chemiczne do stóp i dłoni to też przydatne gadżety. Małe saszetki, które po wyjęciu z opakowania reagują z powietrzem i przez parę godzin oddają ciepło. Można je wsunąć do rękawicy (są specjalne płaskie ogrzewacze na wierzch dłoni) lub na palce stóp. W bardzo mroźne dni potrafią przedłużyć nasz czas na stoku, chroniąc przed przemarznięciem. Wiele osób wozi je na wszelki wypadek w kieszeni kurtki – jeśli czujemy, że zaczyna nam być zbyt zimno w palce, odpalamy ogrzewacz i problem rozwiązany.

Inne drobiazgi

Na koniec warto wspomnieć o kilku drobnostkach, które nie każdy zabiera, ale mogą być warte rozważenia:

  • Krem z filtrem UV oraz pomadka ochronna – słońce w górach operuje mocno, a twarz wystawiona na wiatr i mróz łatwo się wysusza. Warto posmarować się kremem rano i mieć pomadkę do ust przy sobie.
  • Mała apteczka – plaster, bandaż elastyczny, podstawowe środki przeciwbólowe. Przydadzą się na drobne urazy lub otarcia. Wielu snowboardzistów tego nie nosi, licząc na pomoc GOPR, ale mały zestaw pierwszej pomocy to przejaw przezorności.
  • Gogle zapasowe lub dodatkowa szyba – jeśli warunki się zmienią (np. mgła spowoduje, że nasze ciemne gogle stają się za ciemne), warto mieć drugą parę o innym zabarwieniu. Alternatywnie: wymienne szkła do gogli.
  • Batony energetyczne lub żele – to bardziej element wyposażenia plecaka. Dobrze mieć coś małego, kalorycznego do szybkiego zjedzenia na wyciągu, żeby utrzymać energię do jazdy.
  • Telefon w wodoodpornym etui – co prawda większość telefonów jest dziś odporna na wilgoć, ale futerał zabezpieczy też przed uszkodzeniem przy upadku. Dodatkowo etui ze smyczką pozwoli nie zgubić telefonu na wyciągu.
  • Listek zapasowych soczewek kontaktowych (jeśli ktoś nosi) – zimą oczy mogą łzawić, soczewki czasem wypaść; warto mieć na stoku zapas w plecaku.
  • Termos z ciepłym napojem – jeśli planujemy jeździć poza trasami z dala od knajpki, własna herbata w termosie w plecaku potrafi postawić na nogi podczas przerwy.

Oczywiście można by tak wymieniać jeszcze wiele drobiazgów, ale powyższe należą do najczęściej używanych.