Gdzie jeździć na snowboard – kompleksowy przewodnik

Marzysz o zimowym szaleństwie na desce snowboardowej, ale nie wiesz, gdzie warto się wybrać? Polska i okolice oferują mnóstwo wspaniałych miejsc do jazdy na snowboardzie – zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych miłośników tego sportu. W tym kompleksowym przewodniku podpowiadamy, gdzie jeździć na snowboard w Polsce i za granicą, aby w pełni wykorzystać zimowy sezon. Dowiesz się, na co zwracać uwagę przy wyborze ośrodka, poznasz najlepsze polskie stoki oraz atrakcyjne kierunki w Alpach i innych częściach Europy. Niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz przygodę ze snowboardem, czy szukasz nowych wyzwań na zagranicznych trasach – tutaj znajdziesz informacje, które pozwolą Ci zaplanować udany wyjazd na deskę.

Jak wybrać najlepszy ośrodek snowboardowy?

Wybór miejsca na snowboard ma ogromny wpływ na Twoje doświadczenia z jazdy. Zanim zdecydujesz, dokąd się wybrać, warto przeanalizować kilka istotnych kryteriów. Oto najważniejsze czynniki, które pomogą wybrać idealny ośrodek snowboardowy dopasowany do Twoich potrzeb:

  • Poziom trudności tras: Przede wszystkim upewnij się, że wybrany ośrodek oferuje trasy odpowiednie dla Twoich umiejętności. Jeśli dopiero zaczynasz, szukaj miejsc z łagodnymi, szerokimi stokami oznaczonymi jako łatwe (zielone lub niebieskie trasy). Dla średnio zaawansowanych i ekspertów lepsze będą stoki czerwone i czarne, oferujące większe nachylenie i wyzwania techniczne. Ważne, by każdy snowboardzista – od nowicjusza po weterana – mógł znaleźć trasę na swoim poziomie.
  • Infrastruktura snowboardowa: Sprawdź, czy ośrodek jest przyjazny snowboardzistom. Nowoczesne wyciągi (gondole, kanapy z osłonami) zapewnią wygodę i szybki wjazd na górę. Istotne są także udogodnienia takie jak snowpark (z przeszkodami, skoczniami, railami dla miłośników freestyle’u) czy halfpipe. Dla osób uczących się ważna będzie obecność szkółki snowboardowej i wykwalifikowanych instruktorów, a także łatwo dostępne wypożyczalnie sprzętu na miejscu.
  • Warunki śniegowe i sezon: Zorientuj się, jak długo trwa sezon w danym ośrodku i jakie są typowe warunki. Czy stok ma system sztucznego naśnieżania i oświetlenie do jazdy wieczornej? W Polsce niektóre miejsca (np. Zieleniec w Górach Orlickich) słyną z wyjątkowego mikroklimatu gwarantującego długi sezon i obfite opady śniegu. W Alpach z kolei wysoko położone lodowce (np. w Austrii czy Szwajcarii) zapewniają śnieg nawet do późnej wiosny. Sprawdź prognozy pogody i aktualne komunikaty – dobra pokrywa śnieżna to podstawa udanego wypadu na deskę.
  • Zaplecze turystyczne: Udany wyjazd to nie tylko same stoki, ale i cała otoczka. Zwróć uwagę na bazę noclegową w okolicy – czy są dostępne hotele, pensjonaty, apartamenty blisko wyciągów? Istotne mogą być też atrakcje après-ski, czyli to, co możesz robić po dniu spędzonym na desce. Termalne baseny, sauny, restauracje serwujące regionalne jedzenie, bary czy imprezy mogą uprzyjemnić wieczory. W większych kurortach (np. Zakopane czy zagraniczne alpejskie stacje) oferta rozrywek po zmroku jest bogata, co docenią osoby szukające czegoś więcej niż tylko jazdy.
  • Dojazd i dostępność: Przeanalizuj, jak daleko masz do wybranego miejsca i jak łatwo tam dotrzeć. Niektóre polskie kurorty (np. Szczyrk, Zakopane) są dobrze skomunikowane – dojedziesz tam zarówno samochodem, jak i transportem publicznym. Sprawdź dostępność parkingów przy wyciągach, ewentualne skibusy w regionie oraz stan dróg zimą. Jeśli planujesz wyjazd za granicę, rozejrzyj się za połączeniami lotniczymi lub zorganizowanymi wyjazdami autokarowymi do kurortów narciarskich. Dobry dojazd oznacza mniej stresu na początku wyprawy i więcej czasu spędzonego na stoku.

Mając na uwadze powyższe kwestie, możesz świadomie wybrać ośrodek spełniający Twoje oczekiwania. Poniżej przedstawiamy rekomendacje dotyczące najlepszych miejsc do jazdy na snowboardzie – najpierw w Polsce, a następnie za granicą.

Snowboard w Polsce – najlepsze ośrodki i trasy

Polska, mimo że nie może równać się wysokością gór z Alpami, oferuje wiele znakomitych miejsc do jazdy na snowboardzie. Nasze pasma górskie – Tatry, Karpaty, Sudety czy Beskidy – zapewniają zróżnicowane tereny do szusowania. Atutem polskich ośrodków są przystępne ceny karnetów i noclegów oraz stosunkowo łatwy dojazd z różnych części kraju. Poniżej prezentujemy najlepsze ośrodki snowboardowe w Polsce, które cieszą się popularnością wśród miłośników deski. Znajdziesz tu zarówno strome stoki dla doświadczonych riderów, jak i łagodne trasy idealne na początek przygody ze snowboardem.

Zakopane i okolice – Kasprowy Wierch oraz rodzinne stoki pod Tatrami

Zakopane, zimowa stolica Polski, to kierunek, który od dekad przyciąga amatorów sportów zimowych. Dla snowboardzistów szukających wyzwań numerem jeden będzie tu Kasprowy Wierch – jedyny w Polsce ośrodek o typowo wysokogórskim charakterze. Na Kasprowy wjeżdża się nowoczesną kolejką linową, by zjechać jedną z dwóch długich, legendarnych tras: Goryczkową lub Gąsienicową. Obie wyróżniają się dużym nachyleniem, wymagającymi odcinkami i nie zawsze są w całości ratrakowane, dzięki czemu po świeżych opadach można tu zakosztować jazdy w puchu poza ubitym szlakiem. Ze szczytu rozpościerają się zapierające dech widoki na tatrzańskie szczyty, co dodatkowo czyni zjazd niezapomnianym przeżyciem. Doświadczeni snowboardziści pokochają Kasprowy za naturalne warunki i dreszczyk emocji – to miejsce stawia poprzeczkę wysoko i nie wybacza braku techniki. Należy jednak pamiętać, że Kasprowy Wierch jest odpowiedni głównie dla zaawansowanych – początkujący mogą czuć się na tych trasach niepewnie.

Na szczęście okolice Zakopanego oferują również wiele innych stoków, idealnych dla mniej wprawionych snowboardzistów i rodzin z dziećmi. W samym Zakopanem znajdziesz kilka mniejszych stacji narciarskich z łagodniejszymi trasami. Polana Szymoszkowa to popularny wybór – posiada długą, dość szeroką trasę o umiarkowanym nachyleniu, z której roztacza się piękna panorama na Giewont. Jest tam nowoczesna kolej krzesełkowa, a stok bywa oświetlony wieczorem, więc po zmroku także można pojeździć. Harenda to kolejny zakopiański stok, znany z nieco trudniejszej trasy (o charakterze czarnej na górnym odcinku) oraz z sekcji do freestyle’u – często działa tu snowpark z railami i skoczniami, co przyciąga młodych riderów lubiących triki. Dla uczących się i dzieci bardzo dobry będzie Nosal (gdy jest czynny) lub stoki w pobliskich miejscowościach: Suche Ski i Małe Ciche. Te ośrodki oferują świetnie przygotowane, łagodne ośle łączki i szkółki snowboardowe, gdzie można wziąć lekcje z instruktorem. Podsumowując, Zakopane i okolice mają pełen przekrój tras – od ekstremalnych tatrzańskich zjazdów na Kasprowym, po łatwe i przyjemne stoki idealne na pierwsze ślizgi na desce.

Białka Tatrzańska – Kotelnica i najlepszy snowpark w regionie

Jeśli chodzi o podhalańskie ośrodki snowboardowe, na pierwszym planie zdecydowanie jest Białka Tatrzańska. Ta niewielka miejscowość wyrosła na prawdziwą mekkę sportów zimowych w Polsce. Głównym punktem jest tu kompleks Kotelnica Białczańska, połączony z sąsiednimi stacjami Kaniówka i Bania – razem tworzą one rozległy teren narciarsko-snowboardowy. W sumie do dyspozycji mamy około 14 km tras o różnym poziomie trudności, choć dominują trasy niebieskie, bardzo przyjazne dla początkujących. Większość stoków w Białce ma łagodne nachylenie i dużą szerokość, co sprzyja nauce oraz doskonaleniu techniki skrętu. To idealne miejsce, by stawiać pierwsze kroki na desce – działają tu liczne szkółki, a infrastruktura (wygodne wyciągi krzesełkowe, a nawet gondola) stoi na wysokim poziomie.

Białka Tatrzańska słynie także z jednego z najlepszych w Polsce snowparków. Na terenie Kotelnicy wyznaczono specjalną strefę dla fanów freestyle’u, gdzie czekają skocznie, boxy, poręcze i nawet mały halfpipe. Dzięki temu zarówno początkujący freestylerzy, jak i zaawansowani riderzy lubiący ewolucje w powietrzu znajdą tu miejsce do treningu. Regularnie odbywają się zawody i pokazy snowboardowe, co buduje świetną atmosferę wokół miejscówki. Oprócz tego Białka dba o inne atrakcje – wieczorna jazda przy światłach to standard (sporą część tras oświetlono, więc można śmigać do późnych godzin). Tuż obok stoków działają termy Bania, gdzie można zrelaksować się w gorących basenach termalnych po dniu na mrozie – to niewątpliwie dodatkowy atut doceniany przez wiele osób.

Warto dodać, że Białka Tatrzańska jest znakomicie zorganizowana pod kątem przyjazdu turystów. Znajduje się tu mnóstwo kwater i hoteli w różnych standardach, dojazd z Krakowa czy Zakopanego jest prosty (kursują nawet autobusy i ski-busy, a z samego Krakowa funkcjonuje połączenie busami bezpośrednio pod wyciągi). Rodziny z dziećmi chwalą sobie infrastrukturę – dostępne są taśmy dla uczących się maluchów, a okoliczne karczmy serwują pyszne jedzenie w przerwie między zjazdami. Nic dziwnego, że w sezonie Białka bywa dość tłoczna – to po prostu świetne miejsce na snowboard dla każdego, kto szuka dobrej zabawy i komfortowych warunków.

Szczyrk Mountain Resort – nowoczesny kompleks w Beskidach

Przenosimy się w Beskidy, a konkretnie do Szczyrku, który w ostatnich latach stał się jednym z najważniejszych centrów snowboardowo-narciarskich w Polsce. Szczyrk Mountain Resort (SMR) – bo tak nazywa się zmodernizowany kompleks – przeszedł gruntowną przemianę. Dziś może pochwalić się najdłuższą siecią tras w kraju: łącznie ponad 23 km zjazdów o różnym stopniu trudności rozłożonych na zboczach Małego i Dużego Skrzycznego. Co ważne, wiele tras połączono ze sobą tak, że można planować naprawdę długie zjazdy, łącząc odcinki z samego szczytu aż do doliny. Najdłuższa trasa ma prawie 3 km ciągłości, a kilka innych przekracza 2 km, co daje sporo frajdy z nieprzerwanej jazdy. Takich parametrów próżno szukać gdzie indziej w Polsce.

Sercem ośrodka są nowoczesne wyciągi krzesełkowe i gondole wybudowane przez inwestorów ze słowackiej spółki TMR. Dzięki nim nawet w szczycie sezonu przepustowość jest duża, a wjazd na górę szybki i wygodny (m.in. 10-osobowa gondola na Halę Skrzyczeńską oraz szybkie kanapy z osłonami przed wiatrem). Szczyrk oferuje trasy dla każdego: znajdą się tu łagodne, niebieskie stoki idealne do nauki (np. okolice Soliska czy Jaworzyny), jak i czerwone oraz czarne trasy dla spragnionych wrażeń. Na przykład legendarna trasa czarna na odcinku „Golgota” (w starej części COS Skrzyczne) lub wymagające fragmenty w najwyższych partiach ośrodka potrafią sprawić, że serce zabije mocniej. Jednak przewagą Szczyrku jest właśnie różnorodność – początkujący snowboardziści mogą tu stopniowo zwiększać poziom trudności, nie czując się przytłoczonymi, a ci bardziej doświadczeni nie będą się nudzić.

Widoki w Szczyrku przy dobrej pogodzie również zasługują na pochwałę – panorama Beskidów z ośnieżonymi grzbietami i pobliskim jeziorem Żywieckim cieszy oczy podczas zjazdów. Dodatkowo Szczyrkowski ośrodek posiada oświetlone trasy (ponad 5 km stoków jest czynnych po zmroku), co umożliwia wieczorne snowboardowe szaleństwo. Funkcjonuje tu też niewielki snowpark dla amatorów trików i skoków. Po dniu jazdy zajrzeć można do centrum Szczyrku – miasteczko oferuje przyjemne knajpki, karczmy góralskie i parę pubów, choć jest spokojniejsze niż gwarny Zakopane. Warto też wspomnieć, że w okolicy znajdują się inne stacje, np. Beskid Sport Arena czy trasy Centralnego Ośrodka Sportu na Skrzycznem (starsza część ośrodka, obecnie współpracująca z SMR), co łącznie daje jeszcze większy wybór. Podsumowując, Szczyrk to świetny kierunek zarówno na krótki wypad, jak i dłuższy pobyt – nowoczesność, długość tras i piękne góry czynią go jednym z najlepszych miejsc na snowboard w Polsce.

Wisła i Ustroń – beskidzkie stoki dla każdego

W Beskidzie Śląskim sąsiadują ze sobą dwie znane miejscowości wypoczynkowe – Wisła i Ustroń. Obie oferują dostęp do kilku mniejszych ośrodków narciarsko-snowboardowych o rodzinnej atmosferze. Choć żaden z tutejszych stoków nie jest tak rozległy jak Szczyrk, to właśnie w różnorodności tkwi siła tego regionu. Można spróbować swoich sił każdego dnia w innym miejscu, jednocześnie korzystając z uroków tych malowniczych miasteczek.

Wisła, rozsławiona jako miasto Adama Małysza, ma kilka stacji rozsianych w dolinach dookoła. Dla początkujących i średniozaawansowanych świetną opcją są Nowa Osada i Pasieki – stoki o umiarkowanym nachyleniu, z wygodnymi wyciągami krzesełkowymi, doskonałe do spokojnej nauki. Panuje tam raczej luźna atmosfera i mniejsze tłoki niż w topowych kurortach, co wiele osób bardzo sobie ceni. Jeśli pierwsze zjazdy masz już za sobą i szukasz lekkiego wyzwania, wybierz się na Siglany. To ośrodek w Wiśle z nieco krótszym, ale bardziej stromym stokiem (około 500 m długości, 19% nachylenia), gdzie można podszkolić skręty i poczuć większą prędkość. Działa tam też taśma dla uczących się oraz orczyki, a więc każdy znajdzie coś dla siebie. W centrum Wisły, niedaleko rynku, funkcjonuje Skolnity Ski&Bike Park. Skolnity oferuje kilka tras o zróżnicowanej trudności obsługiwanych przez nowoczesną czteroosobową kolej krzesełkową. To wyjątkowo wygodna opcja, bo dolna stacja wyciągu jest niemal w centrum miasta – po jeździe można od razu wyskoczyć na obiad czy kawę do którejś z wiślańskich restauracji. Snowboardziści freestyle’owi też będą zadowoleni, bo w Skolnity bywa przygotowywany mały snowpark. W Wiśle jest ponadto Stożek – najstarszy lokalny ośrodek, do którego wjeżdża się dwuosobową kolejką linową. Stożek ma jedną z dłuższych tras w okolicy (ok. 1300 m) podzieloną na wariant łatwiejszy i bardzo trudny; to tam znajduje się wymagający odcinek o statusie trasy FIS, dla naprawdę zaawansowanych. Jak widać, Wisła daje szerokie możliwości – od łagodnych łączek po czarne odcinki – w klimacie spokojniejszym niż wielkie kurorty.

Tuż obok Wisły leży Ustroń, również popularny wśród turystów. Nad Ustroniem górują dwa szczyty z trasami: Czantoria i Palenica. Czantoria to większy z ośrodków – wjeżdża się na nią długą koleją linową (krzesełkową), a do dyspozycji snowboardzistów są tam m.in. przy górnej stacji wyciągi orczykowe obsługujące łatwiejsze trasy. Główna nartostrada z Czantorii ma ponad 1,6 km i jest oznaczona kolorem czerwonym – nada się dla średniozaawansowanych, zapewniając długi i przyjemny zjazd przez las z pięknym widokiem na Ustroń w dole. Przy dolnej stacji znajdują się też krótsze wyciągi dla początkujących. Palenica natomiast oferuje sieć aż 6 wyciągów orczykowych na zboczach o różnych ekspozycjach. To dobre miejsce do ćwiczeń – trasy są krótsze, ale można wielokrotnie szlifować technikę, zmieniając co jakiś czas wyciąg i stok. Nachylenie Palenicy w górnych partiach jest całkiem spore, więc i zaawansowany snowboardzista może spróbować tu swoich sił. Plusem Ustronia jest również jego uzdrowiskowy charakter – wiele obiektów noclegowych ma strefy spa, baseny czy odnowę biologiczną, co pozwala połączyć aktywny wypoczynek z regeneracją.

Podsumowując, Wisła i Ustroń to rejon wprost stworzony dla tych, którzy cenią sobie urozmaicenie i kameralną atmosferę. Zamiast jednego wielkiego resortu znajdziesz tu kilka mniejszych, każdy z własnym klimatem. Możesz skakać między nimi, poznając różne stoki, a wieczorem korzystać z gościnności góralskich miasteczek – spróbować regionalnej kuchni, wybrać się na kulig lub po prostu odpocząć w przytulnym pensjonacie. Dla rodzin, początkujących i średnio zaawansowanych snowboardzistów to bardzo ciekawy region, gdzie polskie Beskidy pokazują swoje łagodne i przyjazne oblicze.

Krynica-Zdrój – Jaworzyna Krynicka i okoliczne stacje

Przenosimy się teraz we wschodnią część Beskidów, a konkretnie w Beskid Sądecki, gdzie króluje Krynica-Zdrój – znane uzdrowisko, które stało się również ważnym punktem na mapie sportów zimowych. Główną atrakcją dla snowboardzistów jest tu Jaworzyna Krynicka. Ten szczyt (1114 m n.p.m.) górujący nad Krynicą oferuje 7 tras zjazdowych o łącznej długości około 10 km. Trasy na Jaworzynie mają charakter nieco bardziej zbliżony do alpejskiego – są dość długie, malowniczo poprowadzone i bywa, że panują na nich surowe, górskie warunki (mgła, silniejszy wiatr na szczycie). Znajdziemy tu zarówno łatwe odcinki dla nowicjuszy, jak i wymagające fragmenty o statusie czerwonym czy nawet lokalnie czarnym dla wprawionych riderów. Jedną z najbardziej znanych jest długa na ponad 2,5 km trasa nr 1, która zaczyna się łagodnie na szczycie, by niżej przejść w bardziej stromą partię – potrafi dać solidny trening ud podczas dłuższego zjazdu!

Na Jaworzynie działa nowoczesna kolej gondolowa, jedna z niewielu gondoli w polskich ośrodkach. W ciągu kilkunastu minut wywozi na sam szczyt, co chroni przed wiatrem i pozwala wygodnie podziwiać widoki za oknem wagonika. Oprócz gondoli są tu także szybkie wyciągi krzesełkowe i orczyki obsługujące poszczególne trasy. Snowboardziści doceniają Jaworzynę za różnorodność, ale również za infrastrukturę – przy dolnej stacji gondoli funkcjonuje profesjonalny snowpark (gdy pozwalają na to warunki śniegowe), w którym można ćwiczyć skoki i jibbing. Dzięki temu Jaworzyna kusi nie tylko amatorów długich zjazdów, ale i fanów freestyle. Na miejscu działają szkółki snowboardowe, dobrze wyposażone wypożyczalnie oraz serwisy sprzętu – początkujący łatwo znajdą wsparcie instruktorów, a zaawansowani dopracują swoje deski przed szusowaniem.

W okolicy Krynicy znajduje się ponadto kilka innych godnych uwagi stacji. Tuż obok Jaworzyny mieści się Słotwiny Arena – mniejszy ośrodek, który jednak stale się rozwija. Słotwiny mają kilka własnych tras (o długości do 800–1000 m każda), nowoczesną kolej krzesełkową oraz słyną z widokowej ścieżki w koronach drzew zbudowanej na stoku. Snowboardziści chwalą Słotwiny za urozmaicone trasy (są i łatwe, i trudniejsze odcinki), a także przyjemny snowpark. Dzięki połączeniu skipassów można łatwo korzystać z obu ośrodków krynickich w ramach jednego wyjazdu, co zwiększa liczbę dostępnych tras. W promieniu kilkunastu kilometrów od Krynicy znajdziemy również Tylicz Ski czy stację Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla – to dodatkowe opcje dla chętnych na eksplorację regionu. Ogólnie rejon Krynicy-Zdroju jest znakomity dla tych, którzy lubią spokojniejszą atmosferę niż w Tatrach, ale wciąż oczekują dobrze utrzymanych tras i solidnej infrastruktury. Po dniu jazdy można skorzystać z atutów uzdrowiska – ciepłe baseny mineralne, pijalnia wód, spacer po deptaku – co czyni pobyt atrakcyjnym również poza stokiem.

Zieleniec Ski Arena – długi sezon i alpejski mikroklimat

Czas na Sudety, gdzie pośród gór na pograniczu polsko-czeskim leży Zieleniec – dzielnica Dusznik-Zdroju, będąca jednym z najważniejszych centrów sportów zimowych w tej części kraju. Zieleniec Ski Arena słynie z tego, że posiada unikalny mikroklimat alpejski. Brzmi to jak slogan, ale rzeczywiście specyficzne położenie (około 800–960 m n.p.m., na rozległej przełęczy między górami Orlickimi a Bystrzyckimi) sprawia, że często jest tu dużo śniegu, a warunki pogodowe przypominają te z Alp – częste opady śniegu i utrzymująca się niska temperatura gwarantują długi i stabilny sezon. Nierzadko Zieleniec rozpoczyna działanie już w listopadzie i potrafi oferować jazdę aż do początków kwietnia, co w Polsce jest rzadkością.

Sam ośrodek to właściwie połączone trasy kilku sąsiadujących ze sobą stacji – wszystko dostępne na jednym wspólnym karnecie. Łącznie znajdziemy tu kilkanaście kilometrów tras (około 20 tras zjazdowych) obsługiwanych przez blisko 30 wyciągów różnego typu: są nowoczesne kanapy (także z podgrzewanymi siedzeniami), wyciągi orczykowe i taśmy dla dzieci. Co ważne, układ stoków jest bardzo przyjazny – większość tras zbiega się w centralnej części miejscowości i można między nimi łatwo przemieszczać się na desce, nie zdejmując sprzętu. Taka sieć połączeń pozwala na dużą swobodę – w ciągu jednego zjazdu możesz przejechać fragmentami kilku różnych tras. Snowboardziści początkujący docenią przede wszystkim łagodne, szerokie stoki Zielenca. Większość tras ma charakter niebieski – idealny do nauki skrętów w komfortowych warunkach, bez stresu że stok jest zbyt stromy. Szerokość tras daje poczucie bezpieczeństwa, bo nawet przy większym ruchu jest miejsce na wyminięcie innych.

Nie znaczy to, że bardziej zaawansowani będą się nudzić. W Zieleńcu są też trudniejsze, czerwone trasy – na przykład przy wyciągu krzesełkowym „Mieszko” czy „Gryglówka” znajdziemy odcinki o większym nachyleniu, dobre do rozpędzenia się i ostrzejszych skrętów. Dodatkowo funkcjonuje snowpark (choć raczej niewielki, z kilkoma skoczniami i boksami) – jest on świetną odskocznią, gdy podstawowa jazda się znudzi. Infrastruktura w tym ośrodku stoi na wysokim poziomie: liczne szkółki snowboardowe z instruktorami (Zieleniec jest popularny wśród początkujących, więc zapotrzebowanie jest duże), wypożyczalnie, serwisy oraz rozbudowana baza gastronomiczna tuż przy stokach. Możesz wjechać wyciągiem, zjechać do jednej z chat na stoku na ciepłą herbatę czy posiłek i kontynuować jazdę – wszystko płynnie i wygodnie. Co więcej, jazda nocna to mocna strona Zielenca – większość głównych tras jest oświetlona, a nocne karnety pozwalają szusować aż do godziny 22:00. Wyjątkowa atmosfera panuje zwłaszcza przy intensywnych opadach śniegu wieczorem, kiedy reflektory przecinają gęste płatki – to uczucie jak w prawdziwej „śnieżnej kuli”.

Dojazd do Zieleńca z Dolnego Śląska jest stosunkowo prosty (ok. 2,5 godziny z Wrocławia samochodem), a w okolicy można znaleźć liczne pensjonaty i hoteliki. Poza samą jazdą na desce można skorzystać z atrakcji uzdrowiskowych pobliskich Dusznik lub Kudowy-Zdroju. Ogółem Zieleniec Ski Arena to znakomite miejsce na snowboard zwłaszcza dla tych, którzy chcą pewnego śniegu i długiego sezonu. Przyciąga zarówno rodziny, początkujących, jak i średnio zaawansowanych riderów lubiących luźny, rekreacyjny klimat jazdy. Jeśli marzy Ci się posmakować alpejskich warunków bez wyjeżdżania z kraju – Zieleniec bywa strzałem w dziesiątkę.

Czarna Góra – nowoczesny resort w Masywie Śnieżnika

Na południowym zachodzie Polski, w Masywie Śnieżnika (Sudety Wschodnie), znajduje się Czarna Góra Resort – ośrodek, który zdobył uznanie dzięki świetnemu połączeniu nowoczesnej infrastruktury i pięknych terenów do jazdy. Czarna Góra leży w miejscowości Sienna, niedaleko kurortu Stronie Śląskie, i stanowi prawdziwą perełkę Dolnego Śląska, jeśli chodzi o sporty zimowe.

Ośrodek ten może pochwalić się 20 zróżnicowanymi trasami o łącznej długości ok. 15 km, rozmieszczonymi na stokach góry o tej samej nazwie (Czarna Góra osiąga 1205 m n.p.m.). Co ważne, trasy są urozmaicone – od bardzo łatwych (idealnych na start przygody z deską) po naprawdę wymagające. Początkujący snowboardziści docenią długą i łagodną trasę niebieską biegnącą z samego szczytu aż do dolnej stacji – pozwala ona spokojnie ćwiczyć technikę na długim odcinku bez obaw o nagłe strome fragmenty. Natomiast najbardziej znana jest trasa oznaczona jako czarna, nazwana “A” – uchodzi za jedną z trudniejszych w kraju, z miejscami bardzo stromymi (nachylenie ponad 30-40%) i bywa areną treningów dla profesjonalistów. Zjazd nią daje solidną dawkę adrenaliny i satysfakcji doświadczonym riderom.

Czarna Góra przeszła na przestrzeni lat intensywny rozwój. Dziś działa tu kilka nowoczesnych wyciągów, w tym szybka sześcioosobowa kolej krzesełkowa Luxtorpeda, która w około 3 minuty pokonuje 400 m różnicy wysokości na szczyt – to imponująca prędkość, dzięki której praktycznie nie ma kolejek nawet w sezonie. Do tego dochodzą inne kanapy i orczyki rozmieszczone tak, by wygodnie obsługiwać pozostałe trasy. Cały teren jest skomunikowany, więc można zjeżdżać różnymi wariantami, a potem jednym z wyciągów wrócić na górę. Oświetlenie tras pozwala na jazdę wieczorną na wybranych stokach – to świetna opcja dla tych, którzy np. przyjadą po pracy i chcą jeszcze połapać trochę wrażeń na desce po zmroku.

Atutem Czarnej Góry jest kompleksowość resortu – na dole znajduje się rozbudowana baza noclegowa (apartamentowce, domki, pensjonaty), centrum szkoleniowe z instruktorami, wypożyczalnie, a nawet dodatkowe atrakcje jak niewielki aquapark w pobliskim hotelu czy tyrolka nad doliną, którą można zjechać, patrząc z góry na stok. Dzięki temu wiele osób przyjeżdża tu na kilka dni, mając wszystko pod ręką. W przerwie między zjazdami posilisz się w restauracjach i barach apres-ski, które wieczorem tętnią życiem (muzyka, grzane wino, spotkania na świeżym powietrzu przy ogniskach – to częsty widok w sezonie).

Dla mieszkańców Wrocławia i okolic dużym plusem jest względna bliskość – około 120 km, co czyni Czarną Górę łatwo dostępną na weekendowe wypady. Sam region Masywu Śnieżnika jest bardzo malowniczy, więc oprócz jazdy można np. wybrać się na krótki spacer w rakietach śnieżnych czy podziwiać widoki na Kotlinę Kłodzką. Podsumowując, Czarna Góra Resort to miejsce, które śmiało konkuruje z najlepszymi polskimi ośrodkami. Nowoczesne wyciągi, zróżnicowane trasy oraz bogate zaplecze turystyczne sprawiają, że początkujący poczują się tu komfortowo, a wymagający snowboardziści z chęcią będą tu wracać po więcej.

Karpacz – u podnóża Śnieżki na desce

Przenieśmy się w Karkonosze, gdzie czeka kolejny popularny kierunek – Karpacz. To miasto u stóp najwyższego szczytu Karkonoszy, Śnieżki (1603 m n.p.m.), od lat rywalizuje ze Szklarską Porębą o miano zimowej stolicy Dolnego Śląska. Dla snowboardzistów Karpacz ma do zaoferowania kilka tras o zróżnicowanym charakterze oraz piękne widoki na góry, a ostatnio także zmodernizowaną infrastrukturę.

Główny teren narciarski Karpacza znajduje się na zboczach Kopy i Małej Kopy w masywie Śnieżki. Działa tam ośrodek nazywany potocznie Karpacz-Kopa (oficjalnie to kompleks Karpacz Ski Arena). Jeszcze niedawno słynął on z dość przestarzałej infrastruktury, ale niedawne inwestycje odmieniły jego oblicze – stary wyciąg krzesełkowy został zastąpiony nowoczesną, sześcioosobową gondolą, która znacznie usprawniła wjazd na górę. Z Kopy prowadzą w dół dwie główne trasy: łatwiejsza, malownicza trasa rodzinna (oznaczona na niebiesko/czerwono) oraz trudniejsza czarna trasa z samego szczytu (dawna trasa FIS, miejscami bardzo stroma). Ta druga przypadnie do gustu zaawansowanym snowboardzistom – kręta, wymagająca i często oblodzona stanowi solidny sprawdzian umiejętności. Natomiast trasa rodzinna pozwala cieszyć się długim zjazdem przy umiarkowanej trudności i pięknych pejzażach (przy dobrej pogodzie widać z niej panoramę Karkonoszy i Kotlinę Jeleniogórską).

Oprócz Kopy, w Karpaczu działają też mniejsze stacje położone bliżej centrum miasta. Jedną z nich jest Winterpol Biały Jar – ośrodek z nowoczesną kanapą 6-osobową, obsługujący łatwą i przyjemną trasę idealną dla początkujących i średniozaawansowanych. Biały Jar ma system naśnieżania i oświetlenie, więc jest popularnym miejscem również na wieczorne szusowanie. Dla uczących się od podstaw świetne będą małe wyciągi talerzykowe w centrum Karpacza, np. Karpatka czy Relaks, gdzie funkcjonują szkółki i gdzie panuje bardzo spokojna atmosfera. Warto wspomnieć, że Karpacz inwestuje w infrastrukturę dla rodzin – są tu „ośle łączki” z taśmami, wypożyczalnie sanek, a nawet tor do snowtubingu, co ucieszy najmłodszych.

Karpacz jako miasto ma ten plus, że praktycznie z każdego hotelu czy pensjonatu jest blisko na jakiś stok – nie musisz odbywać długich dojazdów. W wolnym czasie możesz zwiedzić urokliwą Świątynię Wang (średniowieczny drewniany kościółek sprowadzony z Norwegii), wybrać się na spacer pięknymi górskimi szlakami (zimą oczywiście ostrożnie lub z przewodnikiem) czy skorzystać z licznych kawiarni, restauracji i sklepików wzdłuż głównego deptaka. Karpacz tętni życiem turystycznym – są tu muzea, lodowisko, parki rozrywki typu Alpine Coaster, a po intensywnym dniu na snowboardzie można zafundować sobie relaks w hotelowym spa. Dzięki temu miejscowość jest idealna dla tych, którzy lubią mieć wiele opcji aktywności.

Podsumowując, Karpacz oferuje całkiem kompletny pakiet: różnorodne trasy (od bardzo łatwych po trudne), sensownie działającą infrastrukturę po modernizacji oraz mnóstwo atrakcji okołonarciarskich. Choć wysokość gór nie jest tu zawrotna, Śnieżka dodaje prestiżu i uroku okolicy, a widok z jej szczytu (dla chętnych, bo można się tam dostać pieszo lub na skiturach) jest jednym z najpiękniejszych w Polsce. Dla snowboardzisty Karpacz jest więc świetnym wyborem, szczególnie na wyjazd z rodziną lub grupą, gdzie każdy ma nieco inne umiejętności – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Szklarska Poręba – Szrenica i karkonoskie trasy

Drugim ważnym ośrodkiem w Karkonoszach jest Szklarska Poręba, położona kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Karpacza. Szklarska Poręba słynie z kompleksu narciarskiego SkiArena Szrenica, rozciągającego się na zboczach Szrenicy (1362 m n.p.m.). Dla snowboardzistów to miejsce z kilkoma naprawdę ciekawymi trasami, które potrafią dać dużo frajdy, a zarazem przetestować umiejętności.

W SkiArenie Szrenica wytyczono 5 głównych tras zjazdowych, z których każda ma swój charakter. Najbardziej znana jest Lolobrygida – jedna z najdłuższych tras w polskich górach, mierząca około 4400 m długości. Jest oznaczona kolorem czerwonym, ale w rzeczywistości większa jej część to dość łagodne, długie odcinki, wręcz wymarzone do rekreacyjnej jazdy i carvingowych skrętów. Sunąc Lolobrygidą, pokonujesz kilkaset metrów różnicy wysokości, podziwiając jednocześnie piękne widoki na karkonoskie lasy i skały. To idealna trasa dla średniozaawansowanych – pozwala rozwinąć płynność jazdy i cieszyć się naprawdę długim zjazdem bez przerw.

Z kolei dla spragnionych adrenaliny Szklarska Poręba przygotowała trasy FIS, potocznie nazywane „Ścianami”. Jest trasa czarna FIS o długości ok. 2000 m, która słynie z bardzo stromego górnego odcinka – nachylenie sięga tam 50% i niewprawionych potrafi zatrzymać w pół drogi. W dobrych warunkach doświadczeni snowboardziści mogą tu poczuć namiastkę alpejskich wyzwań, a gdy śnieg jest twardy, każdy skręt wymaga pewnej dozy odwagi. Obok czarnej biegnie nieco łatwiejsza trasa czerwona FIS, również dość wymagająca, ale odrobinę łagodniejsza – jej atutem jest to, że zwykle bywa mniej oblegana, więc można śmielej pojechać swoim tempem. Poza tym dostępna jest trasa Puchatek – łagodna, zielona droga narciarska prowadząca od środkowej stacji wyciągu do dolnej. Puchatek jest oświetlony i stanowi arenę do wieczornej jazdy, z czego chętnie korzystają początkujący snowboarderzy i wszyscy, którym mało wrażeń po zachodzie słońca.

Infrastruktura SkiAreny opiera się na dwóch głównych wyciągach krzesełkowych (w tym jednej nowoczesnej kanapie 6-osobowej z osłoną na odcinku do połowy góry oraz starej 2-osobowej na samą Szrenicę) oraz kilku mniejszych orczykach przy poszczególnych trasach. Może nie jest to poziom najnowszych austriackich stacji, ale spełnia swoją rolę – poza najbardziej zatłoczonymi okresami w ferie, jazda przebiega sprawnie. Szklarska Poręba ma opinię miejsca nieco chłodniejszego i bardziej wietrznego niż inne ośrodki (w końcu to wysokie Karkonosze), ale za to śnieg potrafi się utrzymać długo. Bywa, że w dolnych partiach wiosną już się zieleni, a górne odcinki tras na Szrenicy wciąż są czynne.

Po dniu na desce w Szklarskiej Porębie czeka na Ciebie sympatyczne miasteczko z górskim klimatem. Warto odwiedzić któreś ze schronisk górskich (np. kultowe Schronisko na Hali Szrenickiej w trakcie jazdy lub Schronisko pod Łabskim Szczytem – dostępne na skiturach czy pieszo). W mieście znajdziesz też sporo restauracji z lokalną kuchnią, a nawet Muzeum Mineralogiczne czy słynne Wodospady Szklarki i Kamieńczyka niedaleko – to już propozycje na dni odpoczynku od deski. Ogółem Szklarska Poręba oferuje solidne trasy o sportowym zacięciu i piękne okoliczności przyrody. Miejsce to docenią szczególnie średnio zaawansowani i zaawansowani snowboardziści, choć i początkujący znajdą tu dla siebie przestrzeń (zwłaszcza na Puchatku). To po prostu klasyka polskich gór – warto choć raz tu pojeździć, żeby przekonać się, jak smakują Karkonosze zimą.

Korbielów – Pilsko i wysokogórska przygoda

Wśród najlepszych miejsc na snowboard w Polsce nie sposób pominąć Korbielowa i górującego nad nim masywu Pilska. Położony w Beskidzie Żywieckim, Korbielów to niewielka miejscowość tuż przy granicy ze Słowacją, słynąca z tego, że oferuje jazdę na najwyższych wysokościach dostępnych w polskich Beskidach. Górna część terenów narciarskich na Pilsku sięga około 1550 m n.p.m., a sama góra Pilsko ma aż 1557 m – ustępuje w Polsce wysokością tylko Kasprowemu Wierchowi, dzięki czemu warunki śniegowe są tu często bardzo dobre.

Ośrodek narciarski Pilsko-Korbielów ma specyficzny układ. Dolne partie (Polana Strugi, Buczynka) to łatwe i średnie trasy w lesie, obsługiwane przez wyciągi orczykowe i krzesełko dwuosobowe (na Szczawiny). Górne partie, powyżej schroniska na Hali Miziowej, to już otwarty teren alpejski – powyżej górnej granicy lasu rozciągają się przestrzenie, gdzie przy dobrej pogodzie widać daleko w stronę Tatr. Trasy jako takie są tam mniej wyraźne, bardziej przypominają warianty zjazdu po rozległej hali górskiej. Dla snowboardzistów zaawansowanych, kochających freeride i jazdę w puchu, Pilsko bywa rajem. Gdy spadnie świeży śnieg, szerokie zbocza pozwalają na szusowanie poza ubitymi szlakami, a różnorodność terenu (naturalne muldy, zagłębienia, formacje śnieżne tworzone przez wiatr) dostarcza niepowtarzalnych doznań. Trzeba jednak zachować ostrożność – Pilsko bywa zdradliwe przy ograniczonej widoczności czy oblodzeniu, a orientacja w terenie podczas mgły może sprawiać trudność. To miejsce raczej dla tych, którzy wiedzą, co robią.

Jeśli chodzi o przygotowane trasy, to Korbielów oferuje m.in. długi zjazd z Hali Miziowej na dół (kilka kilometrów łącznej długości, różnice wysokości około 770 m). Jego górna część jest dość stroma (oznaczana jako czarna), środkowa i dolna przechodzą w czerwone i niebieskie odcinki. Przyjemna jest również nartostrada „szczawiny” – łagodniejszy wariant z hali przez las, dobra dla średniozaawansowanych. Dolne polany to z kolei świetne miejsce do nauki – są tam bardzo łatwe, ośle łączki, gdzie stawiają pierwsze kroki początkujący pod okiem instruktorów. Infrastruktura Piliska w przeszłości trochę odstawała od innych kurortów (stare orczyki itp.), ale w ostatnich sezonach nastąpiły zmiany właścicielskie i modernizacje. Nowe wyciągi i dośnieżanie pojawiły się zwłaszcza na dolnych trasach, poprawiając komfort. Planuje się również dalszy rozwój, by w pełni wykorzystać potencjał góry.

Korbielów jest przy tym dość cichy i spokojny – nie ma tu tłumów jak w Zakopanem czy Białce. To zaleta dla tych, którzy szukają autentycznego kontaktu z górą i naturą. Po dniu jazdy można odpocząć w klimatycznym schronisku na Hali Miziowej przy kominku (koniecznie spróbuj herbaty z sokiem malinowym lub grzanego piwa z korzennymi przyprawami – smakują wybornie po kilku godzinach w zimnie). W miasteczku na dole znajdziesz parę karczm i barów, ale generalnie życie nocne jest tu bardzo stonowane – co dla wielu bywa akurat plusem. Pilsko docenią szczególnie ci snowboardziści, którzy pragną poczuć się jak w wysokich górach i zależy im na dzikich zjazdach w głębokim śniegu. To zdecydowanie jeden z bardziej unikatowych terenów snowboardowych w Polsce, gdzie każda wyprawa na szczyt może stać się małą przygodą.

(Oprócz wymienionych wyżej wiodących ośrodków, w Polsce istnieje oczywiście wiele innych miejsc do jazdy na snowboardzie. Mniejsze stacje takie jak Kluszkowce Czorsztyn-Ski nad Jeziorem Czorsztyńskim, Kasina Ski w Beskidzie Wyspowym czy nawet niewielki stok na Kaszubach – Wieżyca koło Trójmiasta – również potrafią dostarczyć frajdy, zwłaszcza lokalnym entuzjastom. Jeśli mieszkasz daleko od dużych gór, warto rozejrzeć się po okolicy – czasem nawet w niższych regionach działają krótkie wyciągi na pagórkach, gdzie można poćwiczyć podstawy. Jednak największe emocje i najlepsze warunki w Polsce zapewniają wymienione wyżej, topowe kurorty – tam infrastruktura i przyroda tworzą najlepsze warunki do snowboardowej zabawy.)

Snowboard za granicą – gdzie warto pojechać?

Polskie góry oferują wiele radości, ale każdy snowboardzista prędzej czy później zaczyna spoglądać tęsknie w kierunku wyższych szczytów i jeszcze dłuższych zjazdów. Wyjazd na snowboard za granicę to okazja, by posmakować prawdziwie alpejskich warunków, sprawdzić się na lodowcach lub odkryć nowe kultury snowboardowe. Wiele zagranicznych ośrodków kusi ogromną liczbą tras, doskonałą infrastrukturą i gwarancją śniegu. Poniżej omawiamy kilka najpopularniejszych kierunków wybieranych przez polskich snowboardzistów – od bliskich nam Słowacji i Czech, przez różne kraje Alp, aż po inne ciekawostki Europy. Dowiedz się, gdzie za granicą warto się wybrać, by przeżyć niezapomniany urlop na desce.

Słowacja i Czechy – bliskie stoki tuż za miedzą

Zanim ruszymy w daleki świat, warto zauważyć, że już tuż za polską granicą czekają świetne tereny snowboardowe. Słowacja i Czechy to najbliżsi sąsiedzi oferujący góry bardzo podobne do naszych Tatr czy Sudetów, ale często z nieco lepszą infrastrukturą lub odmiennym klimatem. Atutem tych kierunków jest bliskość – do wielu ośrodków słowackich i czeskich z południa Polski dojedziemy samochodem w kilka godzin. Nie ma też bariery językowej (polski i słowacki/czeski są na tyle podobne, że można się dogadać), a ceny nadal bywają przystępne w porównaniu z Alpami.

Największą dumą Słowacji jest ośrodek Jasná – Chopok w Niżnych Tatrach. To zdecydowanie największy areał narciarski u naszych południowych sąsiadów, porównywalny rozmachem do średniej wielkości stacji alpejskich. Jasná oferuje ponad 40 km tras rozłożonych po obu stronach potężnego szczytu Chopok (2024 m n.p.m.). Snowboardziści znajdą tam wszystko: długie i zróżnicowane trasy carvingowe, ambitne czarne zjazdy (np. ze szczytu w kierunku doliny Lucky), a także freeridowe strefy off-piste wyznaczone obok tras dla miłośników puchu. Infrastruktura jest nowoczesna – działa kilka kolei gondolowych i szybkich krzeseł, które sprawnie wożą ludzi na grań. Jasná słynie też ze świetnych snowparków (często organizowane są tam zawody freestyle) oraz malowniczych widoków na niższe pasma gór. Poza Chopokiem Słowacja ma liczne mniejsze resorty, np. Tatrzańska Łomnica czy Štrbské Pleso w Tatrach Wysokich – mniejsze pod względem tras, ale za to można poszusować z panoramą strzelistych szczytów w tle. W Tatrach Wysokich trasy są krótsze, za to otoczenie lodowych turni ma swój niepowtarzalny urok.

Czechy z kolei oferują sporo urokliwych ośrodków w Karkonoszach i Sudetach. Najbardziej znany jest Špindlerův Mlýn – czeski kurort położony niedaleko granicy z Polską (blisko Szklarskiej Poręby). Szpindlerowy Młyn to ulubione miejsce zimowej elity z Pragi, a równocześnie bardzo gościnny teren dla zagranicznych turystów. Ma kilkanaście kilometrów tras, nowoczesne wyciągi i przyjemny snowpark z halfpipem (kiedyś odbywały się tu zawody rangi Pucharu Świata w halfpipe). Trasy w “Szpindlu” są zadbane i doskonale przygotowane – Czechom nie brakuje doświadczenia w prowadzeniu ośrodków. Poza tym warto wspomnieć o ośrodkach takich jak Pec pod Sněžkou (rozsiane trasy wokół najwyższej góry Czech – Śnieżki) czy Klínovec/Boží Dar w Rudawach (na granicy z Niemcami) – również nowoczesne i dynamicznie rozwijane miejsca na snowboard.

Zarówno w Czechach, jak i na Słowacji dość mocno stawia się na rozrywkę po jeździe. W wielu kurortach znajdziesz klimatyczne bary après-ski, gdzie przy muzyce i grzanym napoju można potańczyć w butach snowboardowych prosto ze stoku. Ceny skipassów są zazwyczaj niższe niż w Alpach, a standard obsługi bardzo przyzwoity. Planując pierwszy zagraniczny wypad, rozsądnie jest rozważyć właśnie naszych południowych sąsiadów – blisko, stosunkowo tanio i bezproblemowo, a jednak można poznać nowe tereny i trochę inną kulturę górską.

Austria – Tyrolskie ośrodki snowboardowe

Jeśli mówimy o Alpach, wielu osobom od razu przychodzi na myśl Austria – i słusznie. Ten kraj to prawdziwe serce alpejskich sportów zimowych, z dziesiątkami znakomitych ośrodków rozsianych po całych Alpach Austriackich (Tyrol, Salzburg, Karyntia, Szwajcaria Salzburska i inne regiony). Dla polskich snowboardzistów Austria jest często pierwszym wyborem na alpejski wyjazd: stosunkowo blisko (z południa Polski w Tyrol dotrzemy autem w ok. 8–10 godzin), znakomita infrastruktura i gościnność, a do tego zróżnicowane tereny – od łagodnych lodowców po wymagające trasy pucharowe.

Tyrol to prawdziwy raj dla snowboardzistów. Region ten może pochwalić się takimi nazwami jak Mayrhofen (w dolinie Zillertal), Ischgl, Sölden, St. Anton czy Kitzbühel – każda z nich to marka sama w sobie. Weźmy na przykład Mayrhofen i Zillertal: W Mayrhofen znajduje się słynny Penken Park, jeden z najlepszych snowparków w Europie, podzielony na strefy dla początkujących jak i pro riderów (można tu spotkać światowe gwiazdy freestyle’u trenujące swoje ewolucje). Oprócz tego cały Skiregion Zillertal to ponad 500 km tras połączonych jednym karnetem! Możesz codziennie jeździć w innym ośrodku doliny (Hintertux, Hochzillertal, Zillertal Arena itd.), a wszędzie czekają na Ciebie perfekcyjnie przygotowane stoki, szybkie gondole i niesamowite alpejskie panoramy. W samym Mayrhofen poszalejesz na stromiznach szczytu Harakiri (najbardziej stromy stok przygotowany w Austrii, nachylenie do 78%) lub wybierzesz długie niebieskie trasy idealne do carvingu.

Kolejny przykład – Sölden w Ötztal. Ten ośrodek zyskał międzynarodową sławę m.in. dzięki filmom o Jamesie Bondzie, ale przede wszystkim oferuje dwa lodowce (Rettenbach i Tiefenbach), na których sezon trwa bardzo długo, oraz wysokie szczyty ponad 3000 m z pewnym śniegiem. Snowboardziści doceniają Sölden za świetną infrastrukturę (aż 2 gondole wywożące z miasteczka w góry, w tym jedna 3S o gigantycznej przepustowości) i możliwość jazdy na lodowcu nawet w ciepłym kwietniu czy listopadzie. Sölden ma także funpark oraz trasy freeride – coś dla miłośników każdej odmiany snowboardingu.

Warto wspomnieć o Ischgl – to nie tylko rozległe tereny (połączone dodatkowo z szwajcarską Samnaun), ale i niesamowite życie nocne. Ischgl bywa nazywane alpejską Ibizą, bo imprezy après-ski są tam legendarne. Gdy ktoś ceni zabawę po całym dniu zjazdów, na pewno nie będzie zawiedziony. A jeśli szukasz wyzwań sportowych, koniecznie odwiedź St. Anton am Arlberg, kolebkę narciarstwa alpejskiego, gdzie znajdziesz dziesiątki trudnych tras i off-piste, czy Kitzbühel – słynące z legendarnej trasy zjazdowej Streif (uwaga: zimą jej czarny odcinek jest dostępny dla śmiałków, to test nawet dla najlepszych). Choć snowboardziści muszą w Kitzbühel uważać na kilka długich płaskich odcinków łącznikowych (może być konieczne odpinanie deski), to rozległość terenu i uroda miasteczka wynagradzają drobne niedogodności.

Austria to synonim jakości jeśli chodzi o góry: nowoczesne wyciągi, mnogość tras, świetne jedzenie na stokach (knedle, sznycle czy słynne germknödel z sosem waniliowym!), a do tego przyjazna atmosfera. Austriacy lubią gości z Polski, często spotkasz tam rodaków na stokach. Dla początkujących wyjazd do austriackiego kurortu może być prawdziwym objawieniem – szerokość tras i ich przygotowanie (ratraki chodzą codziennie, czasem dwa razy dziennie) sprawiają, że uczyć się jest wręcz łatwiej niż na obleganych polskich stokach. Jedynym minusem mogą być koszty, bo karnety i noclegi są droższe niż w kraju. Jednak wiele tańszych kwater czy możliwości samodzielnego gotowania w apartamentach pozwala zredukować wydatki. Nic dziwnego, że Tyrol i inne regiony Austrii co roku witają tysiące Polaków spragnionych wielkich gór – to sprawdzony kierunek, gdzie każdy snowboardzista znajdzie swój kawałek raju.

Włochy – Dolomity i Alpy dla snowboardzistów

Włochy to kolejny fantastyczny kierunek dla fanów snowboardu. Jazda na włoskich stokach ma unikalny urok, łączący sportowe emocje z niepowtarzalną atmosferą “la dolce vita” – słoneczne tarasy, znakomita kuchnia i luźniejszy rytm dnia potrafią oczarować. Włochy oferują zarówno region Dolomitów, słynący z pionowych skalnych ścian i przepięknych krajobrazów, jak i zachodnią część Alp (Lombardia, Piemont, Aosta), gdzie czekają wysokie szczyty z lodowcami i rozległe tereny narciarskie.

Dolomity zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO za swoje niezwykłe piękno – i naprawdę, jazda w ich otoczeniu zapiera dech. Popularnym celem jest Dolomiti Superski, czyli konsorcjum 12 połączonych regionów, oferujących łącznie astronomiczne 1200 km tras na jeden karnet! Najbardziej znana karuzela narciarska to Sella Ronda – pętla wokół masywu Sella, obejmująca kurorty Val di Fassa, Arabba/Marmolada, Alta Badia i Val Gardena. Snowboardziści mogą w ciągu jednego dnia okrążyć masyw, korzystając z kilkunastu wyciągów i zjeżdżając rozmaitymi trasami (większość łatwych i średnich, więc dostępnych dla każdego o podstawowych umiejętnościach). Po drodze mijasz słynne szczyty jak Marmolada (najwyższy w Dolomitach, gdzie można wjechać i zjechać 12-kilometrową trasą z lodowca) czy Civetta. Dolomity oferują też świetne snowparki, np. w regionie Val di Fiemme czy Madonna di Campiglio.

Warto zatrzymać się przy Madonna di Campiglio, bo to miejsce wyjątkowo przyjazne snowboardzistom. Madonna, położona w zachodniej części Dolomitów Brenty, ma rozbudowany Ursus Snowpark – jeden z najlepszych parków we Włoszech, z przeszkodami i skoczniami o różnym stopniu trudności. Regularnie trenują tam profesjonaliści, a amatorzy freestyle’u mogą doskonalić swoje ewolucje. Sam ośrodek Madonna di Campiglio (połączony z Pinzolo i Marillevą) dysponuje ponad 150 km tras o świetnej jakości, 20 nowoczesnymi wyciągami i niesamowitymi widokami na surowe granitowe turnie Brenty. To też eleganckie, stylowe miasteczko – dla tych, którzy lubią odrobinę luksusu i włoskiego szyku po dniu na śniegu.

Na północy Włoch, w Południowym Tyrolu, znajduje się region Alpe di Siusi (Seiser Alm), wart uwagi szczególnie dla początkujących i miłośników freestylu. Seiser Alm to ogromny płaskowyż – jeden z największych w Europie – co oznacza mnóstwo szerokich, łagodnych tras idealnych do nauki i doskonalenia techniki carvingowej. Często świeci tu słońce, a krajobraz łagodnych wzgórz z monumentalnymi Dolomitami w tle tworzy bajkową scenerię. Snowpark Seiser Alm jest zarazem jednym z największych we Włoszech, naszpikowany kickerami, railami i innymi przeszkodami – nic dziwnego, że wybrano go areną treningów włoskiej kadry snowboardowej. W Alpe di Siusi, podobnie jak w całych Dolomitach, panuje specyficzna mieszanka kultury włoskiej i tyrolskiej (niemieckojęzycznej) – można spróbować zarówno pizzy czy pasty, jak i knedli czy strudla, a wszystko to w atmosferze serdecznej gościnności.

Przesuwając się na zachód, Alpy Lombardzkie i Piemont kryją kolejne perły. Jedną z najpopularniejszych destynacji wśród Polaków jest Livigno – miejscowość na pograniczu włosko-szwajcarskim, znana z tego, że jest strefą wolnocłową (tańsze paliwo, alkohole itp.) oraz bardzo długiego sezonu. Livigno leży wysoko w dolinie (ok. 1800 m n.p.m.), a okalające ją stoki sięgają prawie 3000 m. Dwa główne sektory – Mottolino i Carosello 3000 – oferują łącznie około 115 km tras. Mottolino to raj dla freestyle’owców: tamtejszy Mottolino Snowpark z halfpipem jest wręcz legendarny w Europie, często uznawany za top 3 kontynentu. Carosello z kolei zapewnia długie, szerokie trasy idealne do szybkiej, płynnej jazdy. Co ważne, Livigno ma bardzo pewny śnieg – otoczenie wysokich gór i specyficzny mikroklimat sprawiają, że śnieg pada wcześnie i leży długo, często aż do maja. Nic dziwnego, że mówi się o nim “Little Tibet”. Poza stokami Livigno oferuje tętniące życiem apres-ski, liczne sklepy duty-free oraz włoski klimat młodego kurortu pełnego energii.

We Włoszech każdy snowboardzista znajdzie coś dla siebie: malownicze Dolomity dla kochających widoki i rekreację, parki freestyle z najwyższej półki, długie i urozmaicone trasy na lodowcach i wysokich szczytach, a to wszystko doprawione świetną kuchnią (espresso i tiramisu po południu na stoku to czysta przyjemność!) i południowym luzem. Dodatkowym plusem jest fakt, że wiele włoskich ośrodków oferuje nieco niższe ceny karnetów niż choćby Francja czy Szwajcaria, a pakiety rodzinne czy promocyjne tygodnie FreeSki (karnet w cenie noclegu w określonych terminach) pozwalają zorganizować wyjazd w rozsądnym budżecie.

Francja – wysokogórskie trasy i ogromne stacje narciarskie

Kiedy mowa o spektakularnych terenach w Alpach, nie sposób pominąć Francji. Francuskie Alpy słyną z największych połączonych obszarów narciarskich na świecie, gdzie jeden skipass daje dostęp do setek kilometrów tras. To właśnie tu znajdziemy najwyżej położone trasy w Europie, lodowce dostępne dla snowboardzistów oraz nowoczesne kurorty budowane z myślą o wygodzie narciarzy i snowboarderów (choć czasem kosztem urody architektury). Dla wielu snowboardzistów wyjazd do Francji to spełnienie marzeń o niekończących się zjazdach i jazda “od drzwi do drzwi” (w wielu stacjach wyciągi startują tuż spod budynku).

Jednym z najwyżej położonych ośrodków jest Val Thorens w regionie Trzy Doliny (Les Trois Vallées). Val Thorens leży na 2300 m n.p.m., co czyni je najwyżej położonym kurortem narciarskim w Europie. Sezon zaczyna się tam wcześnie (listopad) i trwa często do maja. Dookoła wznoszą się szczyty przekraczające 3000 m, a trasy docierają do poziomu 3200 m (np. na lodowcu Peclet). Trzy Doliny to natomiast największy połączony teren narciarski świata – około 600 km tras łączy Val Thorens z sąsiednimi kurortami Meribel, Courchevel, Les Menuires i kilkoma mniejszymi. Jeżdżąc tam na snowboardzie, można dzień w dzień eksplorować nowe miejsca: jednego dnia zjeżdżasz szerokimi bulwarami śnieżnymi w Val Thorens, drugiego lawirujesz w sosnowych lasach w Meribel, trzeciego podziwiasz luksusowe chalety w Courchevel między kolejnymi zjazdami. Snowboardziści mają w Trzech Dolinach liczne snowparki (jeden z większych to Family Park w Meribel oraz park w VT), strefy freeride (np. Cime de Caron powyżej Val Thorens oferuje off-piste dla znawców terenu) i niezliczone kilometry do jazdy rekreacyjnej.

Kolejnym francuskim gigantem jest Espace Killy – połączony obszar obejmujący Val d’Isère i Tignes. Razem to około 300 km tras, w tym słynne lodowce Grande Motte w Tignes i Pissaillas w Val d’Isère. Tutaj odbywały się Zimowe Igrzyska Olimpijskie 1992, a także liczne zawody Pucharu Świata – zaplecze sportowe jest więc pierwszorzędne. Dla snowboardzistów Espace Killy to fantastyczne miejsce z wymagającymi trasami (np. czarna Face de Bellevarde w Val d’Isère, niezwykle stroma i eksponowana, będąca dawną trasą olimpijską) oraz ogromnymi połaciami do freeride’u pomiędzy trasami. W Tignes znajdziemy świetny snowpark na wysokości około 2600 m – dzięki czemu długi sezon freestyle’owy jest gwarantowany. Co ważne, zarówno Val d’Isère, jak i Tignes starają się być przyjazne dla młodszych gości – organizują eventy snowboardowe, mają fun crossy (trasy z muldami i zakrętami) i inne atrakcje.

A co jeśli chcesz polatać na halfpipie czy big air? Wtedy kierunek to Les Deux Alpes lub sąsiednie Alpe d’Huez. Les 2 Alpes od lat uchodzi za mekkę snowboardzistów we Francji – to jeden z pierwszych ośrodków, który w latach 90. w pełni zaakceptował snowboard i rozwijał dla niego infrastrukturę. Znajduje się tam wielki snowpark na lodowcu (Freestyle Land) dostępny często również latem, z halfpipem, kickerami, poręczami – istny plac zabaw dla snowboarderów. Trasy w 2 Alpes są przyjazne, nawet strome zbocza są szerokie i dają się okiełznać, co czyni to miejsce dość łatwym i przyjemnym do jazdy również dla mniej doświadczonych. Dodatkowo dzięki lodowcowi (3600 m n.p.m.) śnieg jest pewny. Z kolei Alpe d’Huez słynie z najdłuższej trasy w Alpach – La Sarenne, czarnej nartostrady liczącej 16 km długości, która zaczyna się na lodowcu Sarenne i prowadzi aż do miasteczka. Samo Alpe d’Huez jest nasłonecznione (nazywane “Wyspą Słońca”), a teren jest ogromny – świetne miejsce dla grup o mieszanych umiejętnościach, bo łatwo umówić się na spotkanie w jednym punkcie jadąc różnymi trasami (każdy wybierze swoją trudność, a wyciągi i tak zbiegają się w określonych miejscach).

Francuskie ośrodki często są budowane na wysoko położonych płaskowyżach, gdzie większość zakwaterowania znajduje się przy samych stokach (ski-in, ski-out – wychodzisz z apartamentu i od razu wpinasz deskę). To niesamowita wygoda, szczególnie doceniana przy dużych grupach czy rodzinach. Co prawda architektura bywa surowa (betonowe bloki w stylu lat 60. i 70.), ale nowoczesne apartamentowce poprawiają powoli wizerunek kurortów.

Trzeba pamiętać, że Francja potrafi być nieco droższa na miejscu, zwłaszcza w kwestii jedzenia czy usług, ale za to często sam dojazd jest organizowany tanio (wiele biur podróży oferuje wyjazdy autokarowe do Francji z Polski, popularne zwłaszcza wśród studentów – to integracyjne wypady ze skipassem w cenie, wychodzące cenowo bardzo atrakcyjnie). Jeżeli marzą Ci się naprawdę długie trasy, wielkie góry i nowoczesne snowparki, francuskie Alpy Cię nie zawiodą. Pod względem rozmachu i skali terenów są trudno do pobicia, a uczucie, gdy jednego dnia robisz 70 km łącznych zjazdów po różnych dolinach, jest fantastyczne.

Szwajcaria – alpejskie kurorty z widokami jak z pocztówki

Szwajcaria kojarzy się z prestiżem, pięknem gór i… niestety wysokimi cenami. Jednak dla pasjonatów snowboardu wyjazd w szwajcarskie Alpy bywa marzeniem, które warto choć raz spełnić. Tutejsze kurorty oferują spektakularne scenerie – słynne szczyty jak Matterhorn, Eiger, Jungfrau – oraz trasy o dużych przewyższeniach, często prowadzące przez lodowce. Szwajcaria to także długa tradycja sportów zimowych i pewna ekskluzywność, ale coraz częściej można znaleźć oferty w przystępniejszych cenach, zwłaszcza w mniej znanych ośrodkach lub korzystając z kursu franka na swoją korzyść.

Absolutną ikoną jest Zermatt, położony u stóp Matterhornu. To jeden z najwyżej położonych terenów – kolejki wywożą turystów na Klein Matterhorn (3883 m n.p.m.), gdzie czeka najwyżej położona stacja narciarska w Europie. Ze szczytu rozciąga się 360-stopniowa panorama Alp, a snowboardziści mogą zjechać stamtąd zarówno po stronie szwajcarskiej, jak i do włoskiej Cervinii (obie miejscowości łączą trasy i wyciągi). Zermatt oferuje bardzo zróżnicowane trasy: od łatwych lodowcowych płaskowyżów po niezwykle długie czerwone i czarne trasy ciągnące się kilometrami w dół doliny. Słynie też z terenów freeride – mnogość żlebów i pól śnieżnych sprawia, że z przewodnikiem można tam odkryć fantastyczne zjazdy poza wyznaczonymi szlakami. Kurort jest wolny od ruchu samochodów spalinowych (można poruszać się tylko elektrycznymi wózkami lub pieszo), co dodaje mu uroku. Poza tym, gdziekolwiek się obrócisz, widok Matterhornu (piramidalnej góry jak z logo Toblerone) zapiera dech – to naprawdę jedno z tych miejsc, które zostają w pamięci na zawsze.

Szwajcaria to również doskonałe ośrodki freestyle. Laax (Flims/Laax) jest mekką europejskiego snowboardingu – tamtejszy LAAX Snowpark uchodzi za największy w Europie, z kilkoma liniami przeszkód, superpipe’em i przeróżnymi kreatywnymi modułami. Laax organizuje prestiżowe imprezy snowboardowe (np. Laax Open) i stale przyciąga najlepszych riderów świata. Poza parkiem, region oferuje 200 km tras, a więc i zwykła jazda po przygotowanych stokach daje masę satysfakcji. W pobliżu znajduje się też Davos-Klosters – inny topowy region, gdzie również nie brakuje snowparków (Jakobshorn ma świetny park) i gdzie przez lata odbywały się słynne eventy snowboardowe (konkursy w halfpipe podczas World Economic Forum – trochę humorystyczny akcent). Davos to w ogóle najwyżej położone miasto Europy (ponad 1500 m), łączące w sobie cechy uzdrowiska i dynamicznego kurortu zimowego.

Dla tych, którzy szukają różnorodności, Szwajcaria oferuje regiony takie jak 4 Vallées (Cztery Doliny) z główną stacją Verbier. To kolejne ogromne połączone areały liczące około 400 km tras. Verbier jest znane z trudnych zboczy i świetnego freeride’u (to tam odbywa się finał Freeride World Tour na ścianie Bec des Rosses). Snowboardziści o mocnych nerwach mogą spróbować swoich sił na słynnej ścianie Tortin albo udać się na off-piste do Doliny Dziewic (Vallon d’Arby). Oczywiście są też łagodniejsze stoki, ale Verbier docenia się głównie za możliwość sprawdzenia granic swoich umiejętności.

Mówiąc o Szwajcarii nie można nie wspomnieć o St. Moritz – synonimie luksusu. Tamtejsze stoki Corviglia i Diavolezza oferują nie tylko świetną jakość śniegu i nasłonecznienie, ale też spotkasz tam gwiazdy i możnych tego świata odpoczywających w górskich rezydencjach. Snowboard jednak jest bardzo demokratyczny w Szwajcarii – nawet jeśli nie stać Cię na spa w pięciogwiazdkowym hotelu, nic nie stoi na przeszkodzie, by cieszyć się tymi samymi trasami i widokami, kupując zwykły skipass.

Podsumowując, szwajcarskie Alpy to kwintesencja piękna gór: doskonale przygotowane trasy, majestatyczne szczyty, znakomita infrastruktura i aura prestiżu. Przy odrobinie sprytu (wczesna rezerwacja noclegów, korzystanie z tańszych opcji zakwaterowania w sąsiednich miejscowościach, gotowanie samemu) można doświadczyć tych wspaniałości bez ruiny dla portfela. A warto – choć raz zobaczyć wschód słońca na Matterhornem czy przejechać się w halfpipie w Laax – bo to wspomnienia jedyne w swoim rodzaju.

Inne europejskie kierunki – od Pirenejów po Bałkany

Oprócz klasycznych alpejskich krajów, w Europie jest kilka mniej oczywistych kierunków snowboardowych, które również potrafią dostarczyć świetnych wrażeń – często przy znacznie niższych kosztach lub w bardziej egzotycznej scenerii.

Hiszpania może nie kojarzy się od razu z jazdą na snowboardzie, ale warto wiedzieć, że ma dwa regiony górskie godne uwagi: Pireneje na granicy z Francją i Sierra Nevada na południu kraju. W Pirenejach, szczególnie w Katalonii i Andorze, znajdziemy nowoczesne ośrodki, które niczym nie ustępują alpejskim. Andora – maleńkie księstwo w sercu Pirenejów – to prawdziwy raj zimowy o relatywnie niższych cenach. Kompleks Grandvalira w Andorze oferuje aż 210 km tras, łącząc m.in. ośrodki Pas de la Casa, Soldeu, El Tarter. Snowboardziści znajdą tam snowparki (w tym wyjątkowy Night Park w Pas de la Casa, czynny także nocą), a także świetne szkoły freestyle’u. Andora jest znana z życzliwej atmosfery i wielojęzycznego personelu – angielski, hiszpański, francuski, kataloński, wszystko się miesza. Dodatkowo, strefa bezcłowa oznacza, że wiele produktów (sprzęt, elektronika, alkohol) kupimy tam taniej, co może być miłym dodatkiem.

W hiszpańskiej części Pirenejów warto wymienić ośrodek Baqueira-Beret w Katalonii – ulubione miejsce jazdy hiszpańskiej rodziny królewskiej. To rozległy teren o północnych stokach, który zapewnia dobre warunki śniegowe i bardzo ładne trasy między skalistymi szczytami. Są tam też wyznaczone strefy freeride. Pireneje mają ten plus, że zwykle jest nieco mniej tłoczno niż w Alpach, a pogoda bywa bardziej stabilna (więcej słońca).

Z kolei na południu Hiszpanii, w słonecznej Andaluzji, działa ośrodek Sierra Nevada – najwyższy masyw górski Hiszpanii kontynentalnej (Mulhacén 3478 m). Sierra Nevada Ski leży zaledwie 30 km od Granady. Możesz więc jednego dnia przed południem jeździć na desce patrząc na Morze Śródziemne w oddali, a wieczorem spacerować po ciepłych uliczkach Granady wśród palm! Trasy w Sierra Nevada sięgają wysokości 3300 m, jest tam snowpark, a sezon trwa od końca listopada do kwietnia. Warunki śniegowe są zazwyczaj dobre dzięki wysokości, choć bywa, że na wiosnę śnieg szybko mięknie w silnym słońcu. Niemniej jednak sama unikalność doświadczenia – połączenie gór i południowego klimatu – przyciąga wiele osób.

Kierując się na wschód Europy, nie wolno zapomnieć o Bułgarii. Kraj ten stał się w ostatnich latach popularną destynacją taniego białego szaleństwa. Szczególnie wyróżnia się ośrodek Bansko w górach Pirin. Bansko przeszło prawdziwą metamorfozę – z niewielkiej miejscowości stało się międzynarodowym kurortem z nowymi hotelami, centrami SPA i oczywiście rozbudowanym kompleksem wyciągów. Oferuje około 70 km tras, w tym długą 16-km nartostradę ze szczytu Todorka aż do miasteczka. Są tu nowoczesne gondole i krzesła (technologia austriacka), a ceny karnetów, jedzenia i noclegów są zdecydowanie niższe niż na zachodzie. Snowboardziści początkujący docenią łatwe i szerokie stoki treningowe, a zaawansowani mogą spróbować swoich sił na czarnych trasach i poza trasami (przy przewodniku, bo lawiny w Pirinie to realne zjawisko!). Plusem Banska jest też bogate życie nocne – bułgarskie bary i kluby starają się dotrzymać kroku zachodnim standardom, ale za ułamek ceny. Oprócz Banska w Bułgarii są jeszcze mniejsze ośrodki Borowiec czy Pamporowo – również warte uwagi, jeśli ktoś chce połączyć egzotykę z jazdą.

Inne kraje bałkańskie też mają góry: Rumunia (np. Poiana Brasov w Karpatach z nowoczesnymi gondolami), Serbia (Kopaonik – rozległy płaskowyż z przyjemnymi trasami i rosnącą infrastrukturą), Słowenia (małe, ale malownicze ośrodki jak Krvavec czy Vogel z widokiem na jezioro Bohinj). Każdy z tych kierunków może być ciekawy dla snowboardzisty szukającego czegoś nietypowego i mniej zatłoczonego.

Na koniec warto wspomnieć, że prawdziwie zapaleni snowboardziści spoglądają nawet poza Europę – na przykład Kaukaz (Gudauri w Gruzji czy Shahdag w Azerbejdżanie), a nawet Maroko (ośrodek Oukaïmeden w Atlasie Wysokim). Takie wyprawy to już jednak bardziej egzotyka i wymagają większej logistyki, ale pokazują, że snowboard można uprawiać niemal wszędzie tam, gdzie są góry i śnieg.


Jak widać, świat stoi otworem przed fanami jazdy na snowboardzie. Od rodzimych, swojskich stoków w polskich górach, poprzez alpejskie kolosy pełne atrakcji, aż po nieoczywiste zakątki Europy – każdy znajdzie miejsce idealne dla siebie. Kluczem jest określenie własnych preferencji i możliwości: początkujący powinni szukać szerokich, łatwych tras i dobrej szkółki; pasjonaci freestyle wybiorą kurorty ze snowparkami; miłośnicy szybkości i długich zjazdów – wysokie góry z długimi trasami; a spragnieni przygód – dziewicze tereny do freeride’u. Pamiętajmy przy tym o bezpieczeństwie (zawsze jeździjmy z kaskiem, a poza trasami tylko z niezbędnym sprzętem lawinowym i przewodnikiem) oraz o zasadach korzystania ze stoków.

Nieważne, czy planujesz weekend w Zakopanem, tygodniowy wypad w Alpy, czy może wyprawę życia gdzieś daleko – ważne, by czerpać radość z każdego dnia spędzonego na desce. Snowboard to coś więcej niż sport – to styl życia łączący ludzi kochających góry, zimę i dobrą zabawę. Teraz, gdy wiesz już, gdzie jeździć na snowboard w Polsce i za granicą, pozostaje tylko spakować deskę, zaprosić przyjaciół i ruszać w drogę po kolejne niezapomniane przeżycia na śniegu! Enjoy the ride!